poniedziałek, 31 października 2011

Rozdział III


 Syn Drakuli?! Nie wygląda na takiego. Przemienił się w wampira, a ja ze zgrozą patrzyłam na jego oczy, które stały się kruczoczarne. Po chwili znów przybrał ludzką postać i jego oczy znów były niebieskie. Byłam w szoku.
- Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem, ale chciałaś wiedzieć. - popatrzyłam jeszcze raz na jego oczy. Wydawały się być znów spokojne i normalne. Nie mogłam wykrztusić słowa.
- Viola, o co chodzi? - zapytał. Zbledłam, odkrywając najdalszą myśl w mojej głowie.
- Viola, zrobiłem coś nie tak? - szarpał mnie za ramiona. Ocknęłam się.
- Ty.....Twój ojciec zabił moją matkę. - odsunęłam się od niego.
- Cholera jasna! - krzyknął. - Musiał akurat zabić twoją matkę??? - rzucił swoim plecakiem o ścianę. - Viola, ja na prawdę nie mam z tym nic wspólnego, nie wiedziałem o tym.
- Ojciec mojego chłopaka zabił moją matkę. - powtarzałam. Bałam się Chrisa. Co, jeśli zabije mnie?
- Viola, tak mi przykro.
- Nie możemy być razem, Chris. Nie będę umiała Ci tego wybaczyć. - łza spłynęła mi po policzku.
- Viola, to nie ja. - krzyczał. - Gdybym mógł, zabiłbym mojego ojca za to, co zrobił wszystkim stworzeniom.
- Ale nie możesz. Cierp teraz, jak ja cierpiałam po stracie matki w wieku 3 lat. Nawet jej nie pamiętam! - rozpłakałam się.
- Viola, nie możesz odejść. Nie zostawiaj mnie, ja Cię kocham!- krzyczał.
- Ja Ciebie też i to cholernie, ale nie umiem tego zapomnieć. - płakałam tak strasznie gorzko.
- Viola...- podszedł do mnie i otarł mi łzę z policzka. Mocno go odepchnęłam.
- Nie mogę być z tobą.
- Viola – zbliżył się do mnie jeszcze raz i mocno pocałował. Uspokoiłam się trochę. Znowu miałam straszną ochotę pocałować Chrisa, ale nie dałam rady. - Proszę Cię, nie przekreślaj tego, co jest między nami.
- Nie umiem. - chwyciłam za plecak i wybiegłam z domu. Biegł za mną i chwycił mnie za rękę.
- Co ty do cholery robisz? Zależy ci na mnie i oboje dobrze o tym wiemy. Nie jesteś w stanie ode mnie odejść. - mówił prawdę. Ale skąd to wiedział?
- Przepraszam, ale...- odwróciłam wzrok ku niebu – myślę, że moja matka nie pochwalałby tego związku.
- Ale czasu nie da się odwrócić. Przywrócić życia twojej matce też. Musimy sobie z tym radzić.
- Nie rozumiesz, ty możesz zrobić to samo ze mną! Skąd mogę wiedzieć, że mogę Ci ufać?
- Miłość. - popatrzył mi w oczy. Rozwalił mnie tym na kawałeczki.
- Daj mi to przemyśleć, zgoda?
- Zgoda, ale proszę, pamiętaj o tym, że Cię kocham.
- Dobrze. - ruszyłam w kierunku mojego domu. Nie wiem jak to zrobił, ale w plecaku miałam karteczkę z jego numerem telefonu.
Wieczorem miałam trening łyżwiarski. Wreszcie zaczął mi wychodzić potrójny axel. Jednak nie cieszyłam się z tego. Ciągle myślałam o Chrisie. Dlaczego musiałam się zakochać akurat w nim?
Pani Hidey skarciła mnie za myślenie o niebieskich migdałach i musiałam ćwiczyć godzinę dłużej. Ku mojemu zdziwieniu w ogóle nie czułam zmęczenia. Mogłam jeździć i jeździć na okrągło. Pomyślałam o matce i upadłam na lód. Obraz zamazał mi się, a lampy na lodowisku zgasły. Pani Hidey krzyczała, a ja nie miałam siły się ruszyć. Bolała mnie głowa i noga. Nad sobą zobaczyłam mamę. Powiedziała mi, żebym szła za głosem serca. Zamknęłam oczy i zniknęła. Cały obraz zniknął. Nic nie było słychać. Poczułam tylko mrowienie w nodze i ... odleciałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz