Ocknęłam się. Nade mną wisiała jakaś kolorowa lampa, w którą głupio się patrzyłam od pewnego czasu. Jestem chyba w szpitalu, bo wszędzie słyszałam dzieci płaczące tak przeraźliwie, że aż mi się chciało płakać. Nie ruszałam się, bo tak jakby nie mogłam. Wszystko mnie bolało. Noga jest mocno posiniaczona, czuję to. Gdzie ja jestem? Nie wiem dokładnie. Udało mi się w końcu wstać. Trzymałam się za głowę.
- Kochanie, poleż sobie jeszcze.- usłyszałam głos pani Hidey. - Jesteś w szpitalu, ale to nic poważnego. Jutro Cię wypiszą. - „Możliwe”- pomyślałam i znów ogarnęła mnie ciemność.
Obudziłam się wieczorem. Tata był w delegacji, więc na swój sposób nie spodziewałam się tu nikogo innego jak pani Hidey. A jednak. Obok łóżka na twardym jak skała taborecie siedział Chris i trzymał mnie za rękę. Patrzył od długiego czasu w okno. Chyba nie widział, że się przebudziłam. Patrzyłam na jego oczy, pełne smutku i żalu. Odbijało się w nich szare niebo. On te oczy poleruje, czy co? Wyglądał tak normalnie, jakim cudem jest synem strasznego potwora, który tak namieszał w naszym świecie?
Ścisnęłam mocniej dłoń, za którą mnie trzymał. Momentalnie skierował wzrok na mnie.
- Cześć...- zaczął niepewnie. Nie dałam rady nic powiedzieć. - Nie wiem, czy chcesz, ale tu przy tobie siedzę. - no i nastąpiła chwila ciszy. Pochylił się nade mną i pocałował w usta. Zrobił to tak delikatnie, że po prostu nie mogłam się oprzeć rozkoszy. Podniosłam się i usiadłam na niewygodnym łóżku. Miałam na sobie strój z treningu. Włosy miałam rozczochrane, a noga wcale nie była bardzo posiniaczona. Musiałam pójść do WC. Ubrałam jakieś kapcie, które nawet nie były moje i z trudem ruszyłam do toalety. Kręciło mi się w głowie. Chris wziął mnie za rękę i zaprowadził do toalety.
Tyle co puściłam jego rękę nogi się pode mną ugięły. Padłam na ziemię. Chris wziął mnie na ręce i wniósł do łazienki. Położył na parapecie i zablokował drzwi. Z kieszeni wyjął strzykawkę. Ja nie miałam siły się ruszyć. Kłem rozciął sobie rękę i napełnił całą strzykawkę swoją krwią. Podniósł mi bluzkę i wstrzyknął mi swoją soczystoczerwoną krew w pierś (nad sercem), po czym odgarnął mi włosy z ramienia i zatopił swe kły w mojej szyi. Najgorsze było to, że byłam tego świadoma. Czułam straszny ból, który sparaliżował moje myśli. Chris wyssał mi chyba kilka litrów krwi. Oblizał się. Poczułam nagła ulgę. Noga przestała boleć, mogłam się ruszać i przede wszystkim nie kręciło mi się w głowie.
- Co ty zrobiłeś? - kątem oka popatrzyłam na jeszcze krwawiącą ranę.
- Musiałem cie ratować – schował strzykawkę do kieszeni. - Puls ci zwalniał poniżej 50.
Zatkało mnie. Chciał mi przywrócić życie, zamianą kilku mililitrów krwi. Zemdliło mnie na myśl, że we mnie płynie krew rodziny Drakuli. Ale mama mi coś przekazała, ' Idź za głosem serca '. Podbiegłam do Chrisa. Mocno go pocałowałam.
- Kocham Cię – szepnęłam mu do ucha. Przytulił mnie. Wyszedł, bo ja musiałam się załatwić.
W oknie zobaczyłam znaną postać. Nie mogłam sobie przypomnieć, skąd ją znam. Odblokowałam drzwi i zawołałam Chrisa. Nie było go. Popatrzyłam jeszcze raz w okno. Postać próbowała dostać się do środka budynku. Poczułam intensywny zapach stęchlizny. Ogarnęło mnie dziwne uczucie żądzy krwi. Przeraziłam się. Przecież to niemożliwe, żebym po ugryzieniu wampira stała się... Zamarłam.
Postać z okna postanowiła dać mi spokój i zniknęła. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wyrosły mi kiełki. Wybiegłam na korytarz. Mdliło mnie od braku krwi. Podeszłam z uśmiechem do pewnej dziewczyny i zaczęłam z nią rozmawiać. Po chwili uderzyłam ją w głowę. Upadła na ziemię. Schyliłam się do niej i spojrzałam w przerażająco pomarańczowe oczy, które zostały otwarte. Nie mogłam się powstrzymać. Rozglądnęłam się i wgryzłam w jej piękną szyję. Jej krew była słodka. Miałam wyssać tylko kilka kropel, ale skusiłam się na więcej.
- Viola, co to do cholery wyprawiasz?!- krzyknął z przerażeniem Chris i odepchnął mnie od mojej zdobyczy. Momentalnie się ocknęłam. - Przecież nie jesteś wampirem!
- Kochanie, poleż sobie jeszcze.- usłyszałam głos pani Hidey. - Jesteś w szpitalu, ale to nic poważnego. Jutro Cię wypiszą. - „Możliwe”- pomyślałam i znów ogarnęła mnie ciemność.
Obudziłam się wieczorem. Tata był w delegacji, więc na swój sposób nie spodziewałam się tu nikogo innego jak pani Hidey. A jednak. Obok łóżka na twardym jak skała taborecie siedział Chris i trzymał mnie za rękę. Patrzył od długiego czasu w okno. Chyba nie widział, że się przebudziłam. Patrzyłam na jego oczy, pełne smutku i żalu. Odbijało się w nich szare niebo. On te oczy poleruje, czy co? Wyglądał tak normalnie, jakim cudem jest synem strasznego potwora, który tak namieszał w naszym świecie?
Ścisnęłam mocniej dłoń, za którą mnie trzymał. Momentalnie skierował wzrok na mnie.
- Cześć...- zaczął niepewnie. Nie dałam rady nic powiedzieć. - Nie wiem, czy chcesz, ale tu przy tobie siedzę. - no i nastąpiła chwila ciszy. Pochylił się nade mną i pocałował w usta. Zrobił to tak delikatnie, że po prostu nie mogłam się oprzeć rozkoszy. Podniosłam się i usiadłam na niewygodnym łóżku. Miałam na sobie strój z treningu. Włosy miałam rozczochrane, a noga wcale nie była bardzo posiniaczona. Musiałam pójść do WC. Ubrałam jakieś kapcie, które nawet nie były moje i z trudem ruszyłam do toalety. Kręciło mi się w głowie. Chris wziął mnie za rękę i zaprowadził do toalety.
Tyle co puściłam jego rękę nogi się pode mną ugięły. Padłam na ziemię. Chris wziął mnie na ręce i wniósł do łazienki. Położył na parapecie i zablokował drzwi. Z kieszeni wyjął strzykawkę. Ja nie miałam siły się ruszyć. Kłem rozciął sobie rękę i napełnił całą strzykawkę swoją krwią. Podniósł mi bluzkę i wstrzyknął mi swoją soczystoczerwoną krew w pierś (nad sercem), po czym odgarnął mi włosy z ramienia i zatopił swe kły w mojej szyi. Najgorsze było to, że byłam tego świadoma. Czułam straszny ból, który sparaliżował moje myśli. Chris wyssał mi chyba kilka litrów krwi. Oblizał się. Poczułam nagła ulgę. Noga przestała boleć, mogłam się ruszać i przede wszystkim nie kręciło mi się w głowie.
- Co ty zrobiłeś? - kątem oka popatrzyłam na jeszcze krwawiącą ranę.
- Musiałem cie ratować – schował strzykawkę do kieszeni. - Puls ci zwalniał poniżej 50.
Zatkało mnie. Chciał mi przywrócić życie, zamianą kilku mililitrów krwi. Zemdliło mnie na myśl, że we mnie płynie krew rodziny Drakuli. Ale mama mi coś przekazała, ' Idź za głosem serca '. Podbiegłam do Chrisa. Mocno go pocałowałam.
- Kocham Cię – szepnęłam mu do ucha. Przytulił mnie. Wyszedł, bo ja musiałam się załatwić.
W oknie zobaczyłam znaną postać. Nie mogłam sobie przypomnieć, skąd ją znam. Odblokowałam drzwi i zawołałam Chrisa. Nie było go. Popatrzyłam jeszcze raz w okno. Postać próbowała dostać się do środka budynku. Poczułam intensywny zapach stęchlizny. Ogarnęło mnie dziwne uczucie żądzy krwi. Przeraziłam się. Przecież to niemożliwe, żebym po ugryzieniu wampira stała się... Zamarłam.
Postać z okna postanowiła dać mi spokój i zniknęła. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Wyrosły mi kiełki. Wybiegłam na korytarz. Mdliło mnie od braku krwi. Podeszłam z uśmiechem do pewnej dziewczyny i zaczęłam z nią rozmawiać. Po chwili uderzyłam ją w głowę. Upadła na ziemię. Schyliłam się do niej i spojrzałam w przerażająco pomarańczowe oczy, które zostały otwarte. Nie mogłam się powstrzymać. Rozglądnęłam się i wgryzłam w jej piękną szyję. Jej krew była słodka. Miałam wyssać tylko kilka kropel, ale skusiłam się na więcej.
- Viola, co to do cholery wyprawiasz?!- krzyknął z przerażeniem Chris i odepchnął mnie od mojej zdobyczy. Momentalnie się ocknęłam. - Przecież nie jesteś wampirem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz