Podeszłam do nich, mimo że dziewczyny zatrzymywały mnie. Przycisnęłam do siebie Nathana. Przejechałam mu ręką po twarzy i pocałowaliśmy się. Byłam pewna. To z nim chciałam być.
Do Chrisa podbiegła na szpileczkach Katerine i zapytała, czy wszystko okej. Dla mnie było jasne. Byli ze sobą. Chris spuścił głowę i powiedział.
- Chciałem Ci powiedzieć...
- Nieważne. Miło było z tobą, Chris. Powodzenia!
- I wam też. - spokorniał i poprawił sobie koszulę. Usadowiliśmy się w ławkach. Dziwiło mnie, dlaczego profesor się spóźniał. To nie w jego stylu. Z przeciwległych końców sali patrzyliśmy na siebie – ja i Nathan.
Alice mnie szturchnęła.
- No idź do niego!
Zabrałam plecak i usiadłam w ostatniej ławce obok niego. Uśmiechał się do mnie. Drzwi otworzyły się i wszedł nimi prędko profesor.
- Wybaczcie, dzieci. Miałem ważną rozmowę z trybunałem czarodziei. Yyyy....Violetta, choć, prowadź lekcję, ja muszę wyjść. Zacznij nowy temat, czarowanie ekraniczne.
Skinęłam głową. Profesor poszedł, a ja zaczęłam omawiać zaklęcia. Tą wiedzę miałam w sobie. Dziwne, no nie? Nikt mnie nie słuchał, jak to w liceum.
- Animumus la gerra roia, zimbabum blatsus termobilium. - wypowiedziałam z różdżką. Pojawiłam się w telewizji i na monitorze komputera. Klasa zamilkła. Pomyślałam 'opakos czaros' i pojawiłam się znów przy biurku. Dzwonek. Teraz przerwa obiadowa – 40 minut. Poszłam z Nathanem do bufetu szkolnego. Wybrałam frytki z hamburgerem i colę. Nathan wziął spaghetti i krupnik, do tego sok pomarańczowy. Usiedliśmy na ławce na polu i jedliśmy. Tak jakby na dziedzińcu szkoły czaili się jak zwykle – koszykarze, piłkarze, pary, trampiary i fani Harrego Pottera. Ugh. Naprzeciwko nas dostrzegłam łapczywie całujących się Katerine i Chrisa. Kiedyś to ja się tak z nim całowałam. Nie, sekundka. To nie był Chris. To... Damian. A co on robi z Katerine? Mój Boże! Muszę powiedzieć Chrisowi.
- Za chwilę wrócę! - rzuciłam do Nathana i pobiegłam szukać Chrisa. Był przy automacie z jedzeniem.
- Katerine właśnie...całuje się z Damianem. - powiedziałam mu. Zobaczyłam jego szare oczy.
- Wiem, nie obchodzi mnie to. Powiedziała, że nie może ze mną być po tym, jak cię potraktowałem w sali.
- Chris, przykro mi. Możemy być kumplami?
- I mam patrzeć i załamywać się, widząc jak się z nim całujesz? Nie ma mowy. Złamałaś mi serce, po co w ogóle tu przyszłaś? Próbuję o tobie zapomnieć, okej? Nie jestem bez uczuć, boli mnie i to cholernie! Byłaś moją pierwszą prawdziwą miłością...
- Chris...
- Zostaw mnie. Wolisz jego. - pchnął mnie i poszedł gdzieś. Straciłam przyjaciela. Wróciłam do Nathana. Gadał z Brendą. Widziałam jego oczy, znałam te spojrzenia. Flirtował z nią, intrygował, jak mnie na samym początku. Poczułam ukłucie w sercu. Mogłam się spodziewać, że jeśli zranił Bellę, to zrani i mnie. Nie chciało mi się płakać. Czułam się bezradna, ale nie byłam na niego zła. To jego życie. Podeszłam i chwyciłam swój plecak. Brenda poszła, a ja zaczęłam iść do przodu, przed siebie.
- Co jest Viola?
- Podrywałeś ją, widziałam.
- Co ty pleciesz? Brenda to moja kuzynka, dlatego się tu przeprowadziłem. - zrobiło mi się głupio.
- Przepraszam, wydawało mi się, że flirtowałeś z nią.
Uśmiechnął się i zaczął mnie całować. Odleciałam. Usiadłam na zimnej trawie i dałam mu się całować. Czułam się chciana, doceniona, bezpieczna. Wsunął mi rękę za koszulę na plecach. Przeszły mnie dreszcze. Położyłam głowę na jego torsie i leżeliśmy tak wpatrzeni w niebo.
- Kocham Cię. - powiedział i przytulił mnie. - Dlaczego chcesz być z takim debilem, jak ja?
- Nie debilem, to po pierwsze, a po drugie...kocham Cię.
Do Chrisa podbiegła na szpileczkach Katerine i zapytała, czy wszystko okej. Dla mnie było jasne. Byli ze sobą. Chris spuścił głowę i powiedział.
- Chciałem Ci powiedzieć...
- Nieważne. Miło było z tobą, Chris. Powodzenia!
- I wam też. - spokorniał i poprawił sobie koszulę. Usadowiliśmy się w ławkach. Dziwiło mnie, dlaczego profesor się spóźniał. To nie w jego stylu. Z przeciwległych końców sali patrzyliśmy na siebie – ja i Nathan.
Alice mnie szturchnęła.
- No idź do niego!
Zabrałam plecak i usiadłam w ostatniej ławce obok niego. Uśmiechał się do mnie. Drzwi otworzyły się i wszedł nimi prędko profesor.
- Wybaczcie, dzieci. Miałem ważną rozmowę z trybunałem czarodziei. Yyyy....Violetta, choć, prowadź lekcję, ja muszę wyjść. Zacznij nowy temat, czarowanie ekraniczne.
Skinęłam głową. Profesor poszedł, a ja zaczęłam omawiać zaklęcia. Tą wiedzę miałam w sobie. Dziwne, no nie? Nikt mnie nie słuchał, jak to w liceum.
- Animumus la gerra roia, zimbabum blatsus termobilium. - wypowiedziałam z różdżką. Pojawiłam się w telewizji i na monitorze komputera. Klasa zamilkła. Pomyślałam 'opakos czaros' i pojawiłam się znów przy biurku. Dzwonek. Teraz przerwa obiadowa – 40 minut. Poszłam z Nathanem do bufetu szkolnego. Wybrałam frytki z hamburgerem i colę. Nathan wziął spaghetti i krupnik, do tego sok pomarańczowy. Usiedliśmy na ławce na polu i jedliśmy. Tak jakby na dziedzińcu szkoły czaili się jak zwykle – koszykarze, piłkarze, pary, trampiary i fani Harrego Pottera. Ugh. Naprzeciwko nas dostrzegłam łapczywie całujących się Katerine i Chrisa. Kiedyś to ja się tak z nim całowałam. Nie, sekundka. To nie był Chris. To... Damian. A co on robi z Katerine? Mój Boże! Muszę powiedzieć Chrisowi.
- Za chwilę wrócę! - rzuciłam do Nathana i pobiegłam szukać Chrisa. Był przy automacie z jedzeniem.
- Katerine właśnie...całuje się z Damianem. - powiedziałam mu. Zobaczyłam jego szare oczy.
- Wiem, nie obchodzi mnie to. Powiedziała, że nie może ze mną być po tym, jak cię potraktowałem w sali.
- Chris, przykro mi. Możemy być kumplami?
- I mam patrzeć i załamywać się, widząc jak się z nim całujesz? Nie ma mowy. Złamałaś mi serce, po co w ogóle tu przyszłaś? Próbuję o tobie zapomnieć, okej? Nie jestem bez uczuć, boli mnie i to cholernie! Byłaś moją pierwszą prawdziwą miłością...
- Chris...
- Zostaw mnie. Wolisz jego. - pchnął mnie i poszedł gdzieś. Straciłam przyjaciela. Wróciłam do Nathana. Gadał z Brendą. Widziałam jego oczy, znałam te spojrzenia. Flirtował z nią, intrygował, jak mnie na samym początku. Poczułam ukłucie w sercu. Mogłam się spodziewać, że jeśli zranił Bellę, to zrani i mnie. Nie chciało mi się płakać. Czułam się bezradna, ale nie byłam na niego zła. To jego życie. Podeszłam i chwyciłam swój plecak. Brenda poszła, a ja zaczęłam iść do przodu, przed siebie.
- Co jest Viola?
- Podrywałeś ją, widziałam.
- Co ty pleciesz? Brenda to moja kuzynka, dlatego się tu przeprowadziłem. - zrobiło mi się głupio.
- Przepraszam, wydawało mi się, że flirtowałeś z nią.
Uśmiechnął się i zaczął mnie całować. Odleciałam. Usiadłam na zimnej trawie i dałam mu się całować. Czułam się chciana, doceniona, bezpieczna. Wsunął mi rękę za koszulę na plecach. Przeszły mnie dreszcze. Położyłam głowę na jego torsie i leżeliśmy tak wpatrzeni w niebo.
- Kocham Cię. - powiedział i przytulił mnie. - Dlaczego chcesz być z takim debilem, jak ja?
- Nie debilem, to po pierwsze, a po drugie...kocham Cię.