piątek, 11 listopada 2011

Rozdział XV cz.II


Podeszłam do nich, mimo że dziewczyny zatrzymywały mnie. Przycisnęłam do siebie Nathana. Przejechałam mu ręką po twarzy i pocałowaliśmy się. Byłam pewna. To z nim chciałam być.
Do Chrisa podbiegła na szpileczkach Katerine i zapytała, czy wszystko okej. Dla mnie było jasne. Byli ze sobą. Chris spuścił głowę i powiedział.
- Chciałem Ci powiedzieć...
- Nieważne. Miło było z tobą, Chris. Powodzenia!
- I wam też. - spokorniał i poprawił sobie koszulę. Usadowiliśmy się w ławkach. Dziwiło mnie, dlaczego profesor się spóźniał. To nie w jego stylu. Z przeciwległych końców sali patrzyliśmy na siebie – ja i Nathan.
Alice mnie szturchnęła.
- No idź do niego!
Zabrałam plecak i usiadłam w ostatniej ławce obok niego. Uśmiechał się do mnie. Drzwi otworzyły się i wszedł nimi prędko profesor.
- Wybaczcie, dzieci. Miałem ważną rozmowę z trybunałem czarodziei. Yyyy....Violetta, choć, prowadź lekcję, ja muszę wyjść. Zacznij nowy temat, czarowanie ekraniczne.
Skinęłam głową. Profesor poszedł, a ja zaczęłam omawiać zaklęcia. Tą wiedzę miałam w sobie. Dziwne, no nie? Nikt mnie nie słuchał, jak to w liceum.
- Animumus la gerra roia, zimbabum blatsus termobilium. - wypowiedziałam z różdżką. Pojawiłam się w telewizji i na monitorze komputera. Klasa zamilkła. Pomyślałam 'opakos czaros' i pojawiłam się znów przy biurku. Dzwonek. Teraz przerwa obiadowa – 40 minut. Poszłam z Nathanem do bufetu szkolnego. Wybrałam frytki z hamburgerem i colę. Nathan wziął spaghetti i krupnik, do tego sok pomarańczowy. Usiedliśmy na ławce na polu i jedliśmy. Tak jakby na dziedzińcu szkoły czaili się jak zwykle – koszykarze, piłkarze, pary, trampiary i fani Harrego Pottera. Ugh. Naprzeciwko nas dostrzegłam łapczywie całujących się Katerine i Chrisa. Kiedyś to ja się tak z nim całowałam. Nie, sekundka. To nie był Chris. To... Damian. A co on robi z Katerine? Mój Boże! Muszę powiedzieć Chrisowi.
- Za chwilę wrócę! - rzuciłam do Nathana i pobiegłam szukać Chrisa. Był przy automacie z jedzeniem.
- Katerine właśnie...całuje się z Damianem. - powiedziałam mu. Zobaczyłam jego szare oczy.
- Wiem, nie obchodzi mnie to. Powiedziała, że nie może ze mną być po tym, jak cię potraktowałem w sali.
- Chris, przykro mi. Możemy być kumplami?
- I mam patrzeć i załamywać się, widząc jak się z nim całujesz? Nie ma mowy. Złamałaś mi serce, po co w ogóle tu przyszłaś? Próbuję o tobie zapomnieć, okej? Nie jestem bez uczuć, boli mnie i to cholernie! Byłaś moją pierwszą prawdziwą miłością...
- Chris...
- Zostaw mnie. Wolisz jego. - pchnął mnie i poszedł gdzieś. Straciłam przyjaciela. Wróciłam do Nathana. Gadał z Brendą. Widziałam jego oczy, znałam te spojrzenia. Flirtował z nią, intrygował, jak mnie na samym początku. Poczułam ukłucie w sercu. Mogłam się spodziewać, że jeśli zranił Bellę, to zrani i mnie. Nie chciało mi się płakać. Czułam się bezradna, ale nie byłam na niego zła. To jego życie. Podeszłam i chwyciłam swój plecak. Brenda poszła, a ja zaczęłam iść do przodu, przed siebie.
- Co jest Viola?
- Podrywałeś ją, widziałam.
- Co ty pleciesz? Brenda to moja kuzynka, dlatego się tu przeprowadziłem. - zrobiło mi się głupio.
- Przepraszam, wydawało mi się, że flirtowałeś z nią.
Uśmiechnął się i zaczął mnie całować. Odleciałam. Usiadłam na zimnej trawie i dałam mu się całować. Czułam się chciana, doceniona, bezpieczna. Wsunął mi rękę za koszulę na plecach. Przeszły mnie dreszcze. Położyłam głowę na jego torsie i leżeliśmy tak wpatrzeni w niebo.
- Kocham Cię. - powiedział i przytulił mnie. - Dlaczego chcesz być z takim debilem, jak ja?
- Nie debilem, to po pierwsze, a po drugie...kocham Cię.

Rozdział XV


Ranek. Jest 5.30. Za pół godziny zaczynam trening z panią Hidey i Nathanem. Już się nie mogę doczekać! Będzie fantastycznie!
7.15. Właśnie wracam z treningu. Nathan mnie po prostu wykończył. Nie mam siły iść do szkoły, a dziś poniedziałek. Jakoś się pozbierałam i udało mi się doczłapać do szarego, nudnego liceum tuż przed 8. W szatni panował tłok, przeciskałam się do swojej szafki. Nathan miał szafkę kilka metrów obok, też dopiero wszedł do budynku. Chris ma szafkę na końcu korytarza – tam, gdzie reszta chłopaków z drużyny koszykarzy. Przebrałam buty, bo taka zasada panuje w liceum, schowałam kurtkę i czapkę. Wyjęłam z blaszanego dziadostwa książkę do chemii i księgę zaklęć. Ruszyłam do klasy, ale Nathan zablokował mi drogę. Zadzwonił dzwonek. W szatni zrobiło się cicho i spokojnie. Nie było nikogo oprócz nas.
- Spóźnimy się na chemię... - przekręciłam głowę. Podszedł do mnie i popchnął do szafki. Pocałował, choć to było w naszym liceum zabronione – swoją drogą głupia reguła!
- Przestań, bo będziemy musieli zostać po lekcjach! - szeptałam mu do ucha. Odsunął się i wziął mnie za rękę. Pomaszerowaliśmy, mając cichą nadzieję, że akurat nikt nie patrzył na obraz monitoringu z szatni. Puścił moją dłoń i weszliśmy do klasy. Pani Greealstone popatrzyła na nas spod burzy blond włosów i kazała usiąść do ławek. Usiadłam obok Alice, mojej kupeli. Nathan nie usiadł jednak obok Chrisa, jak robił to zawsze (!!!!!!!!!!!) ale usiadł w ostatniej ławce. Chris uśmiechał się do mnie. Zauważyła to chemiczka, no i zapytała go. Dostał z odpowiedzi dopa. Wybredził coś i to niesamowiiiiicie. Gdy zobaczyła, że oglądam się do tyłu za Chrisem, jędza zapytała i mnie, choć nie było mnie kilkanaście dni. Dostałam dostateczny, ale baaardzo naciągany. Olać ją . xD. Nathan szczerzył do mnie cały czas swoje śnieżnobiałe ząbki. Wykrywacz spojrzeń (jędza chemiczka) zapytała i jego, tłumacząc, że nie uważa. Okej, powiedział. Mocno ją zatkało, gdy wyrecytował jej słowo w słowo ostatnią lekcję z podręcznika. Dała mu bdb i odczepiła się od naszej klasy. Chwała Bogu!
Na przerwie, chcąc uniknąć chłopaków poszłam korytarzem do szatni. Okazało się, że Chris też tam był. Zobaczyłam go i schowałam się za rzędem szafek. W końcu przyszłam tu, żeby się przed nim schować. Wyjmował księgę zaklęć i...zobaczyłam, jak Katerine, czirliderka całuje go w policzek. Wyszłam zza szafek. Zbledł, i powinien. Łza spłynęła mi po policzku, uciekłam do toalety. Cały tusz mi się rozmazał, siedziałam na parapecie i płakałam. Ufałam mu, tak się męczyłam, żeby któregoś wybrać, a on już znalazł sobie inną? Zadzwonił dzwonek. Umyłam twarz i poszłam do klasy. W drzwiach szepnął mi :
- To nie tak jak myślisz, Viola.
Ale ja pod wpływem złości zbliżyłam się do niego i wykrzywiłam twarz.
- Jesteś dupkiem!
Cała klasa zamilkła, dobrze, że profesora jeszcze nie było. Rozpakowałam plecak i podszedł do mnie jeszcze raz.
- Ja nic do niej nie czuję! - powiedział dość głośno.
- Myślisz, że uwierzę? Nie jesteś jej wart, Chris. Miałeś już swoje pięć minut.
- Czyli chcesz być z Nathanem?! - krzyknął. Klasa bacznie śledziła każdy nasz ruch. Nathan wstał z ławki i podszedł do mnie. Popatrzył w oczy.
- On mnie nie bije i nie oszukuje. Poza tym stara się być ze mną cały czas. A ty? - znowu zaczęłam płakać.
- A ja Cię kocham i nie pozwolę, żebyś była z Nathanem! - pchnął ławkę.
- Zostaw ją, trzeba było się zastanowić wcześniej – do akcji wkroczył Nathan. Objął mnie i mocno przytulił. Czułam się w jego ramionach bezpieczna, a Chrisa ostatnio bałam się.
- Chcę być z Nathanem, zmieniłeś się i to bardzo.
- Bo mój kumpel odbiera mi dziewczynę! Przypomnij sobie ławkę obok Wenus, nasze pocałunki, przytulenia, schron, to wszystko na marne, bo pojawia się taki debil i manipuluje Ci w głowie!
- Przestań, nie masz prawa tak o nim mówić! - szarpnął mnie za rękę i mocno przyciągnął do siebie. Oddychałam szybko, bo nie wiedziałam, o co mu chodzi. Trzymał mnie tak mocno, że nie mogłam się wyrwać. Schylił się i chciał mnie pocałować, ale ja tego nie chciałam, już nie byłam w nim zakochana. Chwycił mnie z kark i nie mogłam się ruszyć. Przymusowo uderzył swoimi ustami moje usta i choć próbowałam się wyrwać całował mnie. Dobiłam do ławki i padłam na nią plecami. Schylił się i przyciskał mnie do niej. Nathan rzucił się na niego i mocno uderzył w głowę. Odskoczył ode mnie i zmienił się w wampira. Nathan zaś w wilkołaka. Walka trwała, a ja obolała od ławki próbowałam ich jakoś rozdzielić. Alice podeszła do mnie i pomogła dość do naszej 2 ławki. Oni bili się dalej.
-Stooooop! - wrzasnęłam.

czwartek, 10 listopada 2011

Rozdział XIV cz. IV


- Przychodzę tu ostatnio, jakoś udaje mi się tu myśleć. Ty jeździsz figurowo?
- Tak jakby.
- Wydawało mi się, czy to był potrójny axel? Ty, ty jesteś dobra!
- Dzięki, a ty skąd znasz się na łyżwiarstwie? - zapytałam. Zarumienił się.
- No...ja jestem 3 łyżwiarzem w 1 grupie 16 – 17 lat.
- Serio? - oczy wyszły mi z orbit. Tam jest tylko jeden Nathan – Anderu. Ale przecież...
- Yhym, to ja. Dlatego między innymi tutaj nikt nie zna mojego nazwiska.
- Przykro mi z powodu Kornelii – jeździł z nią, ale miała wypadek samochodowy i wycofał się z udziału w tegorocznych zawodach z powodu braku partnerki.
- Spoko. A ty z kim startujesz w tym roku? I dlaczego Cię nie znam?
- Na co dzień jeżdżę z Mattem Suier, ale wycofaliśmy się w tym roku. Totalnie nam nie szło. Ja nie jestem w 1 grupie. - spuściłam głowę. Jestem liderką 2 grupy 16-17.
- Aha, a startujesz indywidualnie?
- Nie wiem. Ale mam pomysł. Może razem wykombinujemy jakiś układ i pojedziemy na konkursie?
- No nie wiem, mamy mało czasu. A poza tym...
- Rozumiem, nie wypada 2 wicemistrzowi świata zadawać się z 2 grupą.
- Nie, chodziło mi o nieznanie siebie na lodzie.
- No to ubieraj łyżwy i dajesz. I tak wiem, że masz je przy sobie. - poleciał do wypożyczalni, tam je zostawił. Ubrał i wszedł na lód.
- Co umiesz? - zapytał.
- Dużo. Mam układ na 2 osoby – chcesz zobaczyć? - z torby podałam mu mój plan choreografii.
- Brakuje tu trudnych, spektakularnych figur.
- Za niski poziom? - przytaknął.
- Ale nie martw się, podciągnę Cię do 1 grupy.
Rozgrzał się i pokazał co umie. Zaniemówiłam. To w ogóle nie było możliwe, skakać tak wyniośle i bez wysiłku, jednocześnie tak pięknie i lekko. Poruszał się jak ryba w wodzie. Bezbłędnie pojechał. Szok. Stanął tuż przy mnie. Nachylił lekko i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Coraz bardziej zakochiwałam się w Nathanie. Jeździliśmy razem – tak dla zabawy. Od następnego dnia zabieramy się do ćwiczeń.
Po treningu poszliśmy na gorącą czekoladę do „Hot caffee” na rogu ulicy. Był wieczór. Poszliśmy alejką Witolda. Usiedliśmy na ławce obok Wenus i zaczęliśmy się namiętnie całować.
- Poczekaj, jeszcze nie wybrałam – oderwałam się od niego. Ale nie zważał na to. Przysunął się do mnie i wręcz zgniótł ciężarem ciała. Nie mogłam się ruszyć, on pomrukiwał z rozkoszy. Poddałam się i poniosłam rozkoszy. Miał spierzchłe wargi, no i zimne. A jakoś rozgrzał mnie. Kątem oka zauważyłam księżyc – dziś pełnia.
- Nie przemieniasz się w czasie pełni w wilkołaka? - zapytałam.
- Jeśli tylko mam ochotę – po prostu się zamieniam. Ty jesteś czarodziejką, no nie? - zapytał, licząc na odpowiedź. Zamiast niej jednym skinieniem palca wyczarowałam mu kubek kakao.
- Uwaga, parzy! - uśmiechnęłam się. Nie mógł się nadziwić. A dla mnie to przecież pestka. - Słuchaj...-szepnęłam niepewnie – musisz o czymś wiedzieć, zanim zdecydujesz się być ze mną. Wie o tym tylko Chris i profesor od magii. Nie mam pojęcia, jak zareagujesz, ale...jestem wybranką, która ma pokonać Lorda Sallwadusa. - Milczenie.
- Mówisz serio? - nie wierzył. - To niewiarygodne! - uśmiechnął się. - Ale to jest niebezpieczne.
- Wiem, dlatego mówię ci już teraz. Jeśli zmieniasz zdanie, ja to rozumiem.
- Nie zmienię zdania za nic na świecie. Kocham Cię. - szepnął mi do ucha. Przypomniały mi się moje chwile z Chrisem, kiedy mnie całował i kiedy się przytulaliśmy.
- Myślisz o nim? - poczochrał mi włosy. Przytaknęłam. Odwrócił wzrok na drzewa. - Chyba czas już się zbierać. Do zobaczenia o 6 na lodzie!
- Pa! - dał mi buziaka w policzek i poszedł sobie. Ruszyłam w stronę domu. Dzwonił Chris.
- Cześć. - odezwał się głos z telefonu.
- Cześć, Chris. Nie męcz mnie pytaniami, proszę. Muszę się zastanowić.
- Przepraszam za uderzenie, jak się czujesz?
- Dobrze.
- Chwała Bogu, no to pa!
- Pa!!!
Rozłączyłam się. Gdy doszłam do domu, rzuciłam się w ciuchach na łóżko. Jak można kochać 2 naraz! Nie mogłam zasnąć, ciągle moje myśli kierowały się na Chrisa albo Nathana.
Dopiero o 3:23 wpadłam na genialny pomysł.
Który jest genialny!!!

Rozdział XIV cz. III


- Viola, co ty robisz? - chwycił mnie za ramię.
- Nie mogę tak dłużej! - krzyczałam. - Nie dam rady!
- Ale o co chodzi? - nie rozumiał Chris.
Nathan podszedł do mnie i pocałował w usta. Uspokoiłam się trochę. Chris zbledł.
- Co ty do cholery robisz? - szarpnął Nathana za rękę.
- Uspokój się, wyjaśnię.
- Nie, Nathan, ja mu powiem. - zmieszałam się i zwróciłam wzrok na Chrisa. - Problem polega na tym, że zakochaliście się w tej samej dziewczynie. A ona zakochała się w obydwu naraz. - rozpłakałam się.
- Nathan, choć raz nie możesz odpuścić mi dziewczyny? - krzyknął.
- To nie moja wina, naprawdę się w niej zabujałem.
Popychali się, a ja płakałam jak najęta.
- Spadaj, to moja dziewczyna. - krzyczał Chris.
- Przestań, zapytajmy może Violę o zdanie.
- Ona woli mnie, nie chcę cię więcej widzieć, myślałem, że jesteś kumplem!
- Jestem, ale miłość wygrywa! Viola, powiedz, z którym chcesz być?
Nie zdążyłam się nawet odezwać, jak przerwał mi Chris.
- Weź go sobie, jeśli go kochasz.
- Chris, to nie tak. Ja kocham was obydwóch.
- Nie możesz upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu.
- Nie będę z żadnym z was. Kocham was, ale nie umiem wybrać. Przykro mi. - Chris nie ruszył się z miejsca, natomiast Nathan podszedł do mnie i mocno pocałował.
- Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Niepotrzebnie naciskałem. Sorry, Viola. - szedł w kierunku swojego domu.
- A ty co, nawet się do mnie nie odezwiesz? - zapytałam przez łzy. - Zero? Miej chociaż do mnie szacunek, bo ci powiedziałam, nie chciałam kłamać.
Zamachnął się i uderzył mnie w twarz.
- Wiesz, jak ja się czuję? - rzucił i zniknął za drzewem.
Tak strasznie bolało, kuliłam się z bólu. Podbiegł do mnie Nathan i spojrzał.
- Zabiję go, zabiję! - krzyknął. Podtrzymał mnie i pomógł usiąść na ławce. Chris mnie uderzył?! Miałam rozciętą wargę, krew lała mi się z nosa. Płakałam, bo czułam, że straciłam cząstkę mojego życia.
- Wszystko w porządku? - zapytał, gładząc swoją ręką mój policzek. Ale ja wyłam dalej. Dlaczego to jest takie trudne – ta cała miłość?
- Dlaczego on mnie uderzył? - popatrzyłam mu w oczy moimi zapłakanymi, czerwonymi gałami.
- Bo jego to boli. Nie wierzę, jak można uderzyć dziewczynę!
- Pocałuj mnie, tylko tak mocno – szlochałam.
- Jesteś zakatarzona i leje ci się z nosa krew.
Zaśmiałam się. Zawsze umiał mnie rozbawić. Objął i mocno pocałował.
- Czyli już wybrałaś? - krzyknął do mnie Chris, który wyrósł z ziemi obok nas.
- To nie tak... - próbowałam wytłumaczyć, ale na marne. Nathan rzucił się na niego z pięściami i zaczęli się bić. Łzy leciały mi z oczu strumieniami. Uciekłam. Pobiegłam do mojego ulubionego miejsca w całym mieście, czyli do mojego pokoju. Siedziałam tak i płakałam dobre kilka godzin.
Do mojego pokoju wszedł cicho Chris, miał rozcięty łuk brwiowy i podbite prawe oko.
- Viola, wybacz mi, byłem pod wpływem emocji, nie chciałem cię uderzy..
- Wyjdź.
- Słucham? Viola, poczekaj, daj mi to wyjaśnić. Nathan zawsze odbierał mi dziewczyny, ale potem okazywało się, że one i tak nie chciały ze mną być. Teraz ty jesteś najważniejsza. Wiesz o tym, kochasz mnie.
- Chris, to nie takie proste. - płakałam. Chciał mnie pocałować, ale odchyliłam głowę.
- Wolisz jego, ha? - wstał.
- Czuję się przy nim szczęśliwa i.. kocham go. Ciebie też. - dodałam.
- Przemyśl to, miłej nocy! - powiedział spokojnie i wyszedł. Znów się rozbeczałam, jak mała dziewczynka. Wyczarowałam sobie eliksir zdecydowania. Już perfekcyjnie opanowałam moc. Przystawiłam kranik do ust, ale nie przechyliłam buteleczki. Odstawiłam ją na stolik i wysmarkałam nos. Ubrałam się w strój do jazdy na łyżwach i chwyciłam łyżwy do ręki. Już długo nie ćwiczyłam, a otwarcie sezonu już za miesiąc! Pobiegłam do najbliższego lodowiska – o dziwo, nie było nikogo! Dałam karnet sportowy na darmowe wejścia i ubrałam łyżwy. Po rozgrzewce zaczęłam skakać skoki. Podwójny axel, podwójny, podwójny i za nic nie chciał wyjść potrójny. Puściłam muzykę – miałam tu znajomości. Jeździłam z niezwykłą precyzją, dokładnie jota w jotę z choreografii pani Hidey. Spirala, piruet, przekładanka – jazda do tyłu, skok i po niesamowicie dobrym jak po długiej przerwie podejściu udał mi się potrójny axel. Uśmiechnęłam się i zakończyłam występ przed pustymi trybunami głębokim skłonem.
Po chwili okazało się, że nie byłam sama. Jakaś postać wstała z krzesełka i szła w moim kierunku.
- Viola, to ty? - usłyszałam znajomy głos.
- Co ty tu robisz Nathan? - zarumieniłam się.

Rozdział XIV cz. II


- Nie możesz tak po prostu tego zakończyć.
- Mogę - padłam na trawę i zaczęłam ryczeć.
- Viola, przestań. - wtuliłam się w jego bluzę dresową.
- Ja nie wiem, co mam robić.
- Nikt tego nie wie. Oprócz tego – wskazał na moje serce. Dotknął mnie tak delikatnie, że nie mogłam mu się oprzeć. Wziął do ręki kasztana i zaczął mi nim jeździć po włosach. Zaśmiałam się, to było całkiem przyjemne.
- Podoba ci się? - zapytał.
- Yhym. - zobaczyłam jego głębokie oczy. Nachylił się i pocałował. Wszystkie smutki ze mnie uszły jak z balonika. - Chcesz ze mną być?
Wstałam i spuściłam głowę. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Chcę, ale nie mogę zostawić Chrisa. Z nim łączy mnie coś więcej, niż tylko przyjaźń. Tak samo jest z tobą. Nie każ mi teraz wybierać.
- Proszę, chcę cię mieć tylko dla siebie. Głupio mi jak wariatowi z cyrku gdy widzę jak idziesz z nim za rękę i całujesz go.
- Ale ja kocham go!
- Nie możesz być z dwoma naraz. Nie rozumiesz? - zapytał.
- Wiem to, ale... daj mi trochę czasu. - pocałowaliśmy się z języczkiem. Przeszły mnie dreszcze.
- Świetnie całujesz, wiesz? - popatrzył mi w oczy. Zarumieniłam się. - Muszę iść, rodzice czekają w domu. Mam w sumie szlaban, ale się wyrwałem. Do zobaczenia! - puścił moją dłoń.
- Papa. - Wróciłam do domu w dobrym humorku. Przed gankiem siedział Chris.
- Cześć, co tu robisz? - zapytałam.
- Czekam na ciebie. Mam niespodziankę. - wyciągnął z kieszeni bilety do kina. Uśmiechnęłam się.
Po chwili już zamawialiśmy popcorn i colę.
Usiedliśmy w 12 rzędzie krzesełek.
- Dlaczego myślisz o czymś innym? - zapytał, gdy film się zaczął. Nie odpowiedziałam, Chris objął mnie i przytulił. Po filmie poszliśmy do kawiarni. Na tarasie było mnóstwo wolnych stolików, więc zajęliśmy ten przy fontannie.
- Kakao? - zapytał. Skinęłam głową. - Jak podobał Ci się film?
- Nawet fajny. - odpowiedziałam. - Może weźmiemy na wynos?
- Zgoda.
Szliśmy alejką Witolda. Tu znajdują się ławki z posągami. Usiedliśmy na tej obok posągu Wenus. Dopiliśmy kakao. Przysunął się do mnie i zaczęliśmy się całować. Namiętnie, długo i bardzo mi się to podobało. Kątem oka widziałam przechodniów, którzy patrzyli się na nas z zafascynowaniem, ale nie obchodziło mnie to. Bałam się, że może tędy iść Nathan. No i niestety – szedł. Kącikiem oczu zerknęłam w jego oczy. Zakłopotany podszedł i poklepał Chrisa po ramieniu. Ten dopiero się ocknął i oderwał od moich ust swoje wargi. Zaśmiał się.
- Cześć brachu! Gdzie się podziewałeś?
- Tam i siam. A wy tu, jak widzę, nie próżnujecie? - puścił mi oko.
- No tak. Miłość jest piękna, brachu.
- Coś o tym wiem. Zakochałem się na zabój w pewnej dziewczynie. - zrobiło mi się niedobrze.
- Gratulacje! Jak się nazywa? - i tu prawie udusiłam się z przerażenia.
- Nie znasz. Jest genialna. A jaki charakter! - bałam się, naprawdę. Strach mnie obleciał, spociłam się i miałam dreszcze. Ciągle gadali o mnie i o uczuciach! Już wolałabym o meczu Polski z Barceloną! Chłopaki, co jest??!!??!!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
Nie wytrzymałam. Wstałam i rzuciłam się do ucieczki. Obydwaj zaczęli za mną biec. Potknęłam się i prawie się przewróciłam. Ale jakoś biegłam dalej. Złapał mnie Chris.

Rozdział XIV


Tak, nie mam pojęcia który jest tym jedynym. Nie pytajcie mnie teraz o to.
Wróciłam do domu, profesor już pozwolił nam wychodzić. Uff...
Chris siedział pod domem. Najwidoczniej babcia poszła do sklepu.
- Hej, Viola – ucieszył się na mój widok. Pocałował i zapytał. - Gdzie byłaś?
- A byłam z Nathanem na kakao. Miły chłopak.
- Ta, Nathan jest spoko. Ale uwierz, straszny z niego podrywacz. - zaschło mi w gardle. Mogłam się domyślić, taki z niego manipulator!
- Serio, nie wygląda na takiego. - drążyłam.
- Co tydzień jest z inną. Teraz jest z …. no........ tą.....y......Bellą. Jest w jego wieku.
- To, Nathan nie jest starszy ode mnie tylko pół roku?
- Nie, dziewczyno! On nie przeszedł z 2 do 3 gimnazjum. Zimował, dlatego chodzi z nami do klasy.
- Aha – skinęłam głową. - Od dawna się kumplujecie?
- Nie, odkąd tylko przyjechał pod koniec wakacji. To czadowy kumpel, ma niezłe oko co do dziewczyn. - zaśmiał się.
- Możliwe. - wzięłam go za rękę i przytuliłam. - Chcesz być ze mną?
- Viola, co ty? Masz chandrę czy doła? Oczywiście, że chcę. - przytulił mnie mocno. - Wiem, co ci poprawi humorek – zbliżył swoje usta do moich i pocałował. Długo, mocno, czule. Jest źle – to nie pomogło. Widząc to zaczął mnie łaskotać.
- Przestań, nie mam ochoty na takie wygłupy. Wiesz, że tego nie lubię. - buchnęłam na niego. - Przepraszam, mam zły dzień, Chris.
- Dobrze, rozumiem, zostawić cię samą? - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
Poszedł.

Następnego dnia obok mojego domu zaczął kręcić się Nathan. Wpatrywał się w okno mojego pokoju. Skąd wiedział, gdzie mieszkam?
Chciał, żebym wyszła, ale nie chciałam z nim gadać. Gdy przez uchylone okno wleciał mi do pokoju prosto na biurko śliczny, duży kasztan, przełamałam się. Ubrałam kozaki, kurtkę i wyszłam na ganek.
- Hej! - uśmiechnęłam się.
- Nie dostałaś kasztanem? - zapytał troskliwie.
- Nie, spoko. Wczoraj po naszym spotkaniu...
- Całowałaś się z Chrisem, wiem. - popatrzyłam na niego z zainteresowaniem.
- Skąd ty..
- Czuję to – znów mi przerwał. Poszliśmy do parku – tego co ostatnio. Alejki znów świeciły pustkami, dosłownie jak mój ulubiony sklep po wyprzedaży.
- Ponoć jesteś wielkim podrywaczem. - zagadałam.
- Wcale nie. Po prostu ciągle szukam tej jedynej. I chyba nawet wiem kto to.
- Taaaa. Ładna jest, co?
- Jak róża na pustyni. - uśmiechnął się.
- Wszystkie na to lecą? - zadrwiłam.
- Mówię serio, zakochałem się w tobie. - stanął i nieziemsko mocno mnie objął. - Nie wymagam od ciebie, żebyś zerwała z Chrisem. Ale pozwól mi się czasem z tobą zobaczyć.
- To masz jak w banku. A co z Bellą? - zapytałam.
- Jaką Bellą? A, z Bellą... - zerwę z nią, nie kocham jej.
- Draniem jesteś, łamać tylu dziewczynom serce. Słuchaj, nie mogę się z tobą spotykać, mam chłopaka a ty dziewczynę. Rozumiesz? - odepchnęłam go. Okazał się jednak natrętny i znów się do mnie zbliżył.
- Viola, masz do mnie słabość.
Ale nie miał racji.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Rozdział XIII

Ocknęłam się, ciągle wisząc w powietrzu. Przy mnie był jakiś chłopak. Nie rozpoznałam go. Ale pomagał mi, skutecznie! Trzymał za rękę i mocno ją ściskał. Na dole profesor i Chris walczyli z wilkołakami.
- Spokojnie, jestem Nathan. Siedzę za tobą na niemieckim. - ujrzałam jego śnieżnobiałe zęby. - Przechodziłem obok i...-urwał.
Nie odczuwałam bólu, nigdzie. Ale nagle coś tak jakby we mnie uderzyło. Wstrzymałam oddech i zacisnęłam zęby. Rzuciłam się na Nathana, szukałam ukojenia w jego ramionach. Mocno się go trzymałam, wbijałam w jego ręce paznokcie, by tylko zapomnieć o przeraźliwym bólu. On mnie rozumiał, jest starszy o jakieś pół roku. Już to przeżył. To może wydawać się dziwne, ale u nas każdy pomaga innym, gdy widzi, że ktoś przechodzi przez przemianę. Nie ważne, czy to nieprzyjaciel czy przyjaciel. Po prostu pomaga.
Ból odpuścił i zaczęłam powoli opadać na ziemię. Byłam wycieńczona, choć wiele przecież nie robiłam. Cała w kroplach potu leciałam w dół. Padłam na ziemię i nie dałam rady się ruszyć. Zobaczyłam nade mną wilkołaka. Nathan przemienił się – w wilkołaka – i zaatakował mojego przeciwnika. Byłam mu bardzo wdzięczna. Leżałam na środku pola walki i oddychałam ciężko.
Z każdej strony toczyła się nadzwyczaj zaciekła walka.
Udało się! Wilkołaki przegrały. Nathan i Chris równocześnie rzucili się w moim kierunku.
- Nic ci nie jest, Viola? - zapytał czule Chris.
- Viola, wszystko ok? - odezwał się równie przestraszony tym wszystkim jak ja Nathan.
Nie wiedziałam na którego mam patrzeć.
- Tak, chyba już okej. - wstałam. Chris podbiegł do profesora i zadał mu to samo pytanie, co mnie. Nathan natomiast stał i nieśmiało się uśmiechał. Wśród burzy brąz włosów ujrzałam błękitne oczy. Nie takie, jak Chrisa. Były głębokie jak rów mariański i intensywne jak ….. coś, co jest intensywne. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Złapał mnie i wziął na ręce. Popatrzył w moje szafirowe oczka i ukazał śnieżnobiałe ząbki. Uśmiechnęłam się. Pachniał lasem i grzybami. Zrobiło mi się słabo. Nie odzywał się, tylko ruszył w stronę domu profesora. Otworzył drzwi i wniósł mnie do salonu. Położył delikatnie na kanapie i odsunął się.
- Dzięki, Nathan. Dziękuję, że pomogłeś mi przez to przejść. To dużo dla mnie znaczy. Gdybym tylko mogła Ci się odwdzięczyć!
- Spoko, Viola. Też to przechodziłem, wiem, jak to boli.
- Może umówimy się na kakao? - zapytałam, choć nie miałam nawet tego na myśli.
Uśmiechnął się i podszedł do kanapy.
- Viola, nie musisz mi się odwdzięczać. - odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy. - Nie chcę niczego w zamian.
- Nathan, proszę. Muszę Ci podziękować.
Popatrzył na mnie z dużym zaciekawieniem i kilka razy mrugnął oczami.
- No dobra, jutro o 16? - zapytał, wystawiając mi język.
Zaśmiałam się.
- Pewnie. - niechcący nasze spojrzenia się spotkały. Zatonęłam w jego oczach. Nie wiem jak i dlaczego, ale nie mogłam odwrócić wzroku. On chyba też nie. Patrzyliśmy się na siebie dłuższą chwilę. Nie miałam pojęcia, co mam teraz zrobić. Tak w ogóle gdzie jest Chris i profesor? Nathan nie ruszał się. Ja też nie. Patrzyliśmy sobie w oczy cały czas. Nathan nagle zerwał się jak oparzony i podążał w moim kierunku. Popatrzył mi w oczy z takiego bliska, że miałam wrażenie, że wręcz się topię w jego oczach. Przysunęłam głowę do jego głowy i pocałowaliśmy się. Uciekł zaraz z salonu zostawiając mnie samą z niesamowitym uczuciem rozkoszy. Co to było? Nigdy nie czułam się tak wyjątkowo. Dlaczego to zrobiłam? I to z najlepszym kumplem mojego chłopaka?

NASTĘPNY DZIEŃ

Zrozumiałam już wszystko. Pod megaimpulsem po przemianie brakowało mi bliskości i dlatego pocałowałam Nathana. No bo przecież nie zakochałabym się po 10 minutach! Prawda?
Dziś po południu poszłam do 'Briliant Caffee', w końcu umówiłam się z Nathanem. Gdy weszłam zobaczyłam go – siedział w samym rogu przy stoliku nr 15. Podeszłam i ściągnęłam kurtkę.
- Hej! - zaczęłam. - Zamówiłeś już?
- Cześć, jeszcze nic nie zamawiałem.
No i to by było na tyle.
- Może weźmiemy na wynos? - zaproponował.
- Okej, skoro chcesz.
Po chwili z gorącymi kubkami kakao szliśmy jakimiś zupełnie nieznanymi mi, ciasnymi uliczkami.
Panowała grobowa cisza, jakoś nie miałam weny do mówienia. On najwyraźniej też nie.
- Słuchaj – przełamałam się – to co zaszło między nami wczoraj...
- Wiem, przepraszam. Poniosło mnie i tyle, zapomnijmy o tym.
- Właśnie...- i znowu cisza przejęła stery. Wyrzuciłam pusty kubek do kosza na śmieci. Byliśmy w jakimś parku, ale w części całkowicie bez ludzi. Nasz spojrzenia się spotkały, co nie było dobrym posunięciem. Odwróciłam szybko głowę i popatrzyłam na korony drzew. Zatrzymał się, no więc ja też. Przedarł się przez żywopłot. No więc ja też. Ujrzałam niesamowite miejsce – jakaś stara fontanna, niedziałająca już.
- Ale cudowna! - zachwyciłam się. - Jak znalazłeś to miejsce?
- Przypadkowo. - to było jedyne słowo, które powiedział. Usiadł na trawie i dopił resztkę kakao ze swojego kubka. Zgniótł go i rzucił przed siebie. Usiadłam obok niego.
- Serio, dziękuję za wczoraj. - Nie odpowiedział. Chyba jest bardzo małomównym człowiekiem.
Popatrzył mi w oczy. Znowu nawiedziło mnie to pożądanie Nathana. Zaczął mnie całować, mimo mojej zgody. Próbowałam się mu wyrwać, ale w głębi duszy bardzo tego chciałam. Poddałam się i zaczęłam rozkoszować jego obecnością. Towarzyszyła mi magia, ten pocałunek był magiczny niczym.....magia! Przekręciłam głowę.
- Nie mogę. - złapałam się za głowę. - Jestem z Chrisem.
Przygryzł wargę.
- Nie mogłem się powstrzymać. - uderzył się w czoło. - Ale ze mnie idiota.
- Nie, nie idiota, jesteś świetnym facetem, ale... rozumiesz. - nie chciałam go urazić. Panowała długa cisza. Wstał i przedarł się przez żywopłot. Ja też. Powróciliśmy na ścieżkę i w milczeniu szliśmy. Kopałam kasztany. Po chwili Nathan wziął mnie za rękę i mocno szarpnął do siebie. Objął i pocałował czule.
- Przestań, Violet. – skomentował, gdy zaczęłam się odsuwać. - Dobrze wiem, że tego chcesz.
Istotnie, chciałam. Ale przecież to nie fair w stosunku do Chrisa. Nathan znowu mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Nie wiem dlaczego!
- Nie mogę, mam już chłopaka. - próbowałam mu to wytłumaczyć.
- A ja dziewczynę, i co? Nie mogę się oprzeć. - uśmiechnął się.
- Nie możemy...
- Możemy, nikt się nie dowie. - pocałował mnie, a ja znowu odwzajemniłam pocałunek. Dlaczego?
Chwilę łapczywie się całowaliśmy, odczuwałam większą rozkosz niż gdy robiłam to z Chrisem. To było nie fair, wiem, ale to było o wiele silniejsze ode mnie.
Miałam dylemat.
Trójkąt miłosny.
Niezdecydowanie.
Trudny wybór.
Rozkosz a bezpieczeństwo.
Bałam się.
Nathan czy Chris?
A może obydwaj naraz?
Albo żaden.
Nurtowało mnie to.
Nathan czy Chris?
Który to ten właściwy?