- Przychodzę tu ostatnio, jakoś udaje mi się tu myśleć. Ty jeździsz figurowo?
- Tak jakby.
- Wydawało mi się, czy to był potrójny axel? Ty, ty jesteś dobra!
- Dzięki, a ty skąd znasz się na łyżwiarstwie? - zapytałam. Zarumienił się.
- No...ja jestem 3 łyżwiarzem w 1 grupie 16 – 17 lat.
- Serio? - oczy wyszły mi z orbit. Tam jest tylko jeden Nathan – Anderu. Ale przecież...
- Yhym, to ja. Dlatego między innymi tutaj nikt nie zna mojego nazwiska.
- Przykro mi z powodu Kornelii – jeździł z nią, ale miała wypadek samochodowy i wycofał się z udziału w tegorocznych zawodach z powodu braku partnerki.
- Spoko. A ty z kim startujesz w tym roku? I dlaczego Cię nie znam?
- Na co dzień jeżdżę z Mattem Suier, ale wycofaliśmy się w tym roku. Totalnie nam nie szło. Ja nie jestem w 1 grupie. - spuściłam głowę. Jestem liderką 2 grupy 16-17.
- Aha, a startujesz indywidualnie?
- Nie wiem. Ale mam pomysł. Może razem wykombinujemy jakiś układ i pojedziemy na konkursie?
- No nie wiem, mamy mało czasu. A poza tym...
- Rozumiem, nie wypada 2 wicemistrzowi świata zadawać się z 2 grupą.
- Nie, chodziło mi o nieznanie siebie na lodzie.
- No to ubieraj łyżwy i dajesz. I tak wiem, że masz je przy sobie. - poleciał do wypożyczalni, tam je zostawił. Ubrał i wszedł na lód.
- Co umiesz? - zapytał.
- Dużo. Mam układ na 2 osoby – chcesz zobaczyć? - z torby podałam mu mój plan choreografii.
- Brakuje tu trudnych, spektakularnych figur.
- Za niski poziom? - przytaknął.
- Ale nie martw się, podciągnę Cię do 1 grupy.
Rozgrzał się i pokazał co umie. Zaniemówiłam. To w ogóle nie było możliwe, skakać tak wyniośle i bez wysiłku, jednocześnie tak pięknie i lekko. Poruszał się jak ryba w wodzie. Bezbłędnie pojechał. Szok. Stanął tuż przy mnie. Nachylił lekko i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Coraz bardziej zakochiwałam się w Nathanie. Jeździliśmy razem – tak dla zabawy. Od następnego dnia zabieramy się do ćwiczeń.
Po treningu poszliśmy na gorącą czekoladę do „Hot caffee” na rogu ulicy. Był wieczór. Poszliśmy alejką Witolda. Usiedliśmy na ławce obok Wenus i zaczęliśmy się namiętnie całować.
- Poczekaj, jeszcze nie wybrałam – oderwałam się od niego. Ale nie zważał na to. Przysunął się do mnie i wręcz zgniótł ciężarem ciała. Nie mogłam się ruszyć, on pomrukiwał z rozkoszy. Poddałam się i poniosłam rozkoszy. Miał spierzchłe wargi, no i zimne. A jakoś rozgrzał mnie. Kątem oka zauważyłam księżyc – dziś pełnia.
- Nie przemieniasz się w czasie pełni w wilkołaka? - zapytałam.
- Jeśli tylko mam ochotę – po prostu się zamieniam. Ty jesteś czarodziejką, no nie? - zapytał, licząc na odpowiedź. Zamiast niej jednym skinieniem palca wyczarowałam mu kubek kakao.
- Uwaga, parzy! - uśmiechnęłam się. Nie mógł się nadziwić. A dla mnie to przecież pestka. - Słuchaj...-szepnęłam niepewnie – musisz o czymś wiedzieć, zanim zdecydujesz się być ze mną. Wie o tym tylko Chris i profesor od magii. Nie mam pojęcia, jak zareagujesz, ale...jestem wybranką, która ma pokonać Lorda Sallwadusa. - Milczenie.
- Mówisz serio? - nie wierzył. - To niewiarygodne! - uśmiechnął się. - Ale to jest niebezpieczne.
- Wiem, dlatego mówię ci już teraz. Jeśli zmieniasz zdanie, ja to rozumiem.
- Nie zmienię zdania za nic na świecie. Kocham Cię. - szepnął mi do ucha. Przypomniały mi się moje chwile z Chrisem, kiedy mnie całował i kiedy się przytulaliśmy.
- Myślisz o nim? - poczochrał mi włosy. Przytaknęłam. Odwrócił wzrok na drzewa. - Chyba czas już się zbierać. Do zobaczenia o 6 na lodzie!
- Pa! - dał mi buziaka w policzek i poszedł sobie. Ruszyłam w stronę domu. Dzwonił Chris.
- Cześć. - odezwał się głos z telefonu.
- Cześć, Chris. Nie męcz mnie pytaniami, proszę. Muszę się zastanowić.
- Przepraszam za uderzenie, jak się czujesz?
- Dobrze.
- Chwała Bogu, no to pa!
- Pa!!!
Rozłączyłam się. Gdy doszłam do domu, rzuciłam się w ciuchach na łóżko. Jak można kochać 2 naraz! Nie mogłam zasnąć, ciągle moje myśli kierowały się na Chrisa albo Nathana.
Dopiero o 3:23 wpadłam na genialny pomysł.
Który jest genialny!!!
- Tak jakby.
- Wydawało mi się, czy to był potrójny axel? Ty, ty jesteś dobra!
- Dzięki, a ty skąd znasz się na łyżwiarstwie? - zapytałam. Zarumienił się.
- No...ja jestem 3 łyżwiarzem w 1 grupie 16 – 17 lat.
- Serio? - oczy wyszły mi z orbit. Tam jest tylko jeden Nathan – Anderu. Ale przecież...
- Yhym, to ja. Dlatego między innymi tutaj nikt nie zna mojego nazwiska.
- Przykro mi z powodu Kornelii – jeździł z nią, ale miała wypadek samochodowy i wycofał się z udziału w tegorocznych zawodach z powodu braku partnerki.
- Spoko. A ty z kim startujesz w tym roku? I dlaczego Cię nie znam?
- Na co dzień jeżdżę z Mattem Suier, ale wycofaliśmy się w tym roku. Totalnie nam nie szło. Ja nie jestem w 1 grupie. - spuściłam głowę. Jestem liderką 2 grupy 16-17.
- Aha, a startujesz indywidualnie?
- Nie wiem. Ale mam pomysł. Może razem wykombinujemy jakiś układ i pojedziemy na konkursie?
- No nie wiem, mamy mało czasu. A poza tym...
- Rozumiem, nie wypada 2 wicemistrzowi świata zadawać się z 2 grupą.
- Nie, chodziło mi o nieznanie siebie na lodzie.
- No to ubieraj łyżwy i dajesz. I tak wiem, że masz je przy sobie. - poleciał do wypożyczalni, tam je zostawił. Ubrał i wszedł na lód.
- Co umiesz? - zapytał.
- Dużo. Mam układ na 2 osoby – chcesz zobaczyć? - z torby podałam mu mój plan choreografii.
- Brakuje tu trudnych, spektakularnych figur.
- Za niski poziom? - przytaknął.
- Ale nie martw się, podciągnę Cię do 1 grupy.
Rozgrzał się i pokazał co umie. Zaniemówiłam. To w ogóle nie było możliwe, skakać tak wyniośle i bez wysiłku, jednocześnie tak pięknie i lekko. Poruszał się jak ryba w wodzie. Bezbłędnie pojechał. Szok. Stanął tuż przy mnie. Nachylił lekko i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Coraz bardziej zakochiwałam się w Nathanie. Jeździliśmy razem – tak dla zabawy. Od następnego dnia zabieramy się do ćwiczeń.
Po treningu poszliśmy na gorącą czekoladę do „Hot caffee” na rogu ulicy. Był wieczór. Poszliśmy alejką Witolda. Usiedliśmy na ławce obok Wenus i zaczęliśmy się namiętnie całować.
- Poczekaj, jeszcze nie wybrałam – oderwałam się od niego. Ale nie zważał na to. Przysunął się do mnie i wręcz zgniótł ciężarem ciała. Nie mogłam się ruszyć, on pomrukiwał z rozkoszy. Poddałam się i poniosłam rozkoszy. Miał spierzchłe wargi, no i zimne. A jakoś rozgrzał mnie. Kątem oka zauważyłam księżyc – dziś pełnia.
- Nie przemieniasz się w czasie pełni w wilkołaka? - zapytałam.
- Jeśli tylko mam ochotę – po prostu się zamieniam. Ty jesteś czarodziejką, no nie? - zapytał, licząc na odpowiedź. Zamiast niej jednym skinieniem palca wyczarowałam mu kubek kakao.
- Uwaga, parzy! - uśmiechnęłam się. Nie mógł się nadziwić. A dla mnie to przecież pestka. - Słuchaj...-szepnęłam niepewnie – musisz o czymś wiedzieć, zanim zdecydujesz się być ze mną. Wie o tym tylko Chris i profesor od magii. Nie mam pojęcia, jak zareagujesz, ale...jestem wybranką, która ma pokonać Lorda Sallwadusa. - Milczenie.
- Mówisz serio? - nie wierzył. - To niewiarygodne! - uśmiechnął się. - Ale to jest niebezpieczne.
- Wiem, dlatego mówię ci już teraz. Jeśli zmieniasz zdanie, ja to rozumiem.
- Nie zmienię zdania za nic na świecie. Kocham Cię. - szepnął mi do ucha. Przypomniały mi się moje chwile z Chrisem, kiedy mnie całował i kiedy się przytulaliśmy.
- Myślisz o nim? - poczochrał mi włosy. Przytaknęłam. Odwrócił wzrok na drzewa. - Chyba czas już się zbierać. Do zobaczenia o 6 na lodzie!
- Pa! - dał mi buziaka w policzek i poszedł sobie. Ruszyłam w stronę domu. Dzwonił Chris.
- Cześć. - odezwał się głos z telefonu.
- Cześć, Chris. Nie męcz mnie pytaniami, proszę. Muszę się zastanowić.
- Przepraszam za uderzenie, jak się czujesz?
- Dobrze.
- Chwała Bogu, no to pa!
- Pa!!!
Rozłączyłam się. Gdy doszłam do domu, rzuciłam się w ciuchach na łóżko. Jak można kochać 2 naraz! Nie mogłam zasnąć, ciągle moje myśli kierowały się na Chrisa albo Nathana.
Dopiero o 3:23 wpadłam na genialny pomysł.
Który jest genialny!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz