- http://life-lives-forever.blogspot.com/
- http://falling-daniel.blogspot.com/
To było wręcz niemożliwe! Lord Sallwadus przecież jest demonem. Nie mógł przedostać się przez portal w Tinthown bez żadnych kłopotów, komplikacji, ot tak sobie! Coś mi tu śmierdzi. I to nie stęchlizna. Po długich konwersacjach na temat Sallwadusa Łukasz miał pokazać mi jak czarami otwiera się schrony. Profesor pozwolił mi użyć magii, co było wielkim zaszczytem, zwłaszcza, że nie miałam pojęcia, że taki zaszczyt istnieje przed szesnastką!
Skupiłam się i moc 'wyszła mi z palca'. Trenowaliśmy oczywiście w lesie. Ziemia rozstąpiła się i pod nami zobaczyłam betonowy budynek. Łukasz nie podzielał mojego entuzjazmu, którego nie mogłam się pozbyć po poprawnie wyczarowanym budynku. Weszliśmy. Łukasz szybkim ruchem zamknął za nami betonowe drzwi na szyfr i stanął w najciemniejszym kącie.
Przestraszyłam się, ale stwierdziłam, że to tylko moja wyobraźnia płata mi figle. Niedługo potem przekonałam się, że niestety nie...
Łukasz, a raczej wampir, który wyssał całkowicie jego krew i przybrał jego ciało, rzucił się na mnie z ostrymi jak brzytwy kiełkami. W pomieszczeniu nie było nikogo, oprócz nas.
Biegłam dookoła, byle mnie tylko nie dotknął. W końcu złapał mnie za tułów i przyciągnął mnie do siebie. Bałam się, nie miałam pojęcia co chce zrobić. Krzyczałam i próbowałam mu się wyrwać, ale na marne. Był o wiele silniejszy. W końcu uderzyłam go łokciem w głowę i puścił mnie. Syknął, a jego oczy zmieniły kolor na kruczoczarne. Był wściekły. W panice sięgnęłam do kieszeni w poszukiwaniu pomocnej rzeczy. Była tam moja różdżka, którą zawsze miałam przy sobie. Chwyciłam za nią i wysyłałam w wampira pociski ognia. Nie wiedziałam, skąd takie zaklęcie mi przyszło do głowy, ale nie było źle.
- Kim jesteś? - w pocie czoła próbowałam się obronić. - Kim jesteś, do cholery? - krzyczałam. Moja moc była coraz silniejsza. Nie powinnam czarować, ale nie miałam innego wyjścia. Chrisa nigdzie w pobliżu nie było, więc nie czułam się bezpiecznie. Wysłałam różdżką impuls do profesora, że jestem w niebezpieczeństwie. Było coraz gorzej, pociski były mniejsze, wolniejsze i niecelne. Wampir skoczył na mnie. Przewróciłam się i różdżka mi wypadła, nie miałam jak jej sięgnąć. Leżał na mnie, a ja w panice zaczęłam bić go po twarzy pięściami. Zemdlał. Przeczołgałam się po podłodze i chwyciłam moją ukochaną towarzyszkę. Gdy wstawałam ugryzł mnie w nogę. Kuśtykałam, ale broniłam się .
- Powiedz mi kim jesteś bo nie ręczę za siebie! - posłałam w jego stronę sieć ze szczerego złota. Przez nią każdy stwór pozostaje w bezruchu na co najmniej godzinę. Upadłam na betonową podłogę i spojrzałam na ranę. Mocno krwawiła. Bolało mnie niesamowicie, ale zmuszałam się, by nie płakać.
- Kim jesteś? - zapytałam, zakładając na nogę magiczny opatrunek (3 lekcja magii z działu „Choroby i urazy” w naszym liceum).
- Nie poznajesz, królewno? - odrzekł niski, chrypliwy głos. Zemdliło mnie.
Królewno?
Tak mówił mi tylko ojciec w dzieciństwie. (...)
Skupiłam się i moc 'wyszła mi z palca'. Trenowaliśmy oczywiście w lesie. Ziemia rozstąpiła się i pod nami zobaczyłam betonowy budynek. Łukasz nie podzielał mojego entuzjazmu, którego nie mogłam się pozbyć po poprawnie wyczarowanym budynku. Weszliśmy. Łukasz szybkim ruchem zamknął za nami betonowe drzwi na szyfr i stanął w najciemniejszym kącie.
Przestraszyłam się, ale stwierdziłam, że to tylko moja wyobraźnia płata mi figle. Niedługo potem przekonałam się, że niestety nie...
Łukasz, a raczej wampir, który wyssał całkowicie jego krew i przybrał jego ciało, rzucił się na mnie z ostrymi jak brzytwy kiełkami. W pomieszczeniu nie było nikogo, oprócz nas.
Biegłam dookoła, byle mnie tylko nie dotknął. W końcu złapał mnie za tułów i przyciągnął mnie do siebie. Bałam się, nie miałam pojęcia co chce zrobić. Krzyczałam i próbowałam mu się wyrwać, ale na marne. Był o wiele silniejszy. W końcu uderzyłam go łokciem w głowę i puścił mnie. Syknął, a jego oczy zmieniły kolor na kruczoczarne. Był wściekły. W panice sięgnęłam do kieszeni w poszukiwaniu pomocnej rzeczy. Była tam moja różdżka, którą zawsze miałam przy sobie. Chwyciłam za nią i wysyłałam w wampira pociski ognia. Nie wiedziałam, skąd takie zaklęcie mi przyszło do głowy, ale nie było źle.
- Kim jesteś? - w pocie czoła próbowałam się obronić. - Kim jesteś, do cholery? - krzyczałam. Moja moc była coraz silniejsza. Nie powinnam czarować, ale nie miałam innego wyjścia. Chrisa nigdzie w pobliżu nie było, więc nie czułam się bezpiecznie. Wysłałam różdżką impuls do profesora, że jestem w niebezpieczeństwie. Było coraz gorzej, pociski były mniejsze, wolniejsze i niecelne. Wampir skoczył na mnie. Przewróciłam się i różdżka mi wypadła, nie miałam jak jej sięgnąć. Leżał na mnie, a ja w panice zaczęłam bić go po twarzy pięściami. Zemdlał. Przeczołgałam się po podłodze i chwyciłam moją ukochaną towarzyszkę. Gdy wstawałam ugryzł mnie w nogę. Kuśtykałam, ale broniłam się .
- Powiedz mi kim jesteś bo nie ręczę za siebie! - posłałam w jego stronę sieć ze szczerego złota. Przez nią każdy stwór pozostaje w bezruchu na co najmniej godzinę. Upadłam na betonową podłogę i spojrzałam na ranę. Mocno krwawiła. Bolało mnie niesamowicie, ale zmuszałam się, by nie płakać.
- Kim jesteś? - zapytałam, zakładając na nogę magiczny opatrunek (3 lekcja magii z działu „Choroby i urazy” w naszym liceum).
- Nie poznajesz, królewno? - odrzekł niski, chrypliwy głos. Zemdliło mnie.
Królewno?
Tak mówił mi tylko ojciec w dzieciństwie. (...)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz