sobota, 5 listopada 2011

Rozdział XI


Siedzieliśmy całkowicie zbici z tropu.
- Znaczy się......... jesteśmy rodzeństwem? - zapytał.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.
- Czyliiiii, moja, znaczy się nasza matka najpierw urodziła mnie, a potem, gdy mój ojciec latał po świecie urodziła ciebie z innym? Ale to znaczy, że...
- Nie możemy być razem.- powiedziałam przez łzy. Nareszcie zrozumiałam, dlaczego oczy Chrisa dodawały mi matczynej otuchy. Takie same oczy mogłam widzieć w ciągu pierwszych 3 lat mojego życia.
- Ale ja nie mylę się w uczuciach, ja kocham Cię nie jak siostrę, ale jak dziewczynę.
- Myślisz, że mnie to nie przerasta? - rzuciłam mu wrogie spojrzenie. - Ja ciebie kocham zupełnie inaczej, niż myślałam, że kocham innych chłopców. Do ciebie czuję pożądanie, a nie 'podobasz mi się'. To, to nie może być prawda, że ja i ty to rodzeństwo. - Naprawdę nie mogłam uwierzyć.
- Już nigdy nie będę mógł Cię pocałować! - uderzył głową o ścianę. Położyłam mu rękę na ramieniu.
- Daj spokój, to nic nie pomoże. Poczekaj, ale nie wiemy, nie mamy potwierdzenia, że twoja matka nazywała się tak dokładnie.
Wyczarowałam dwie strzykawki. Rzuciłam jedną Chrisowi. Pobrałam krew sobie, on sobie. Kolorem nie różniła się ani trochę. Popatrzyłam mu w oczy, bo wiedział, co chciałam zrobić. Machnęłam palcem i w kącie pokoju pojawiła się maszyna do badania próbek DNA.
Nadeszła ta chwila. Nabrałam powietrza i przycisnęłam przycisk 'badaj'. To bardzo szczegółowe badanie, więc maszyna stwierdziła, że potrzebuje na nie 5 godzin.
'OK' – pomyślałam. -'Byle z dobrym dla nas wynikiem'.
Usiedliśmy obok siebie na betonowej podłodze.
- Kocham Cię – oparłam głowę o jego tors. Gładził mnie po głowie. Miałam straszną ochotę go pocałować. Nasze usta prawie zetknęły się, ale gwałtownie odwróciłam głowę i spuściłam ją.
- Nie mogę...- bolało mnie to w sercu. Podeszłam do maszyny, ale ten czas się dłuży! Jeszcze 4 godziny i 5 minut. Położyłam się na karimacie. Gdy tylko zamknęłam oczy Chris podbiegł do mnie i wręcz się na mnie rzucił. Zaczęliśmy się całować, tak długo, ciepło i niesamowicie! Wiedzieliśmy dobrze, że to niedozwolone, by siostra była w związku z bratem. Ale nie mogliśmy bez tego wytrzymać, to był impuls, zakazany owoc. Ta chwila trwała długo, naprawdę długo. Ciągle całowaliśmy się nie licząc ile razy. To mógł być ostatni raz, kiedy okazujemy nasze uczucia względem siebie w ten sposób. Nie chciałam przestać. On też nie, czułam to. To była niesamowita chwila, najlepsza ze wszystkich. Ale nie mogła trwać wiecznie.
- Viola, niemogąc być z tobą zostanę kawalerem. Nikt inny się dla mnie nie liczy.
- Nie znasz dnia ani godziny. Może kiedyś znajdziesz normalną dziewczynę, która nie jest twoją siostrą.
- Żebyś czasem nie wykrakała. - przytulił mnie. - Spróbuj zasnąć. Może coś miłego Ci się przyśni.
Zamknęłam oczy i rzeczywiście usnęłam. Śnił mi się L. Sallwadus, który uciekł z więzienia i dopadł mnie. Krzyczałam, biegłam, uciekałam, ale zabił mnie. Obudziłam się spocona, z paniką i szybko bijącym sercem. Na maszynie świeciła się zielona lampka. Szybko wstałam i potruchtałam do niej.
To co zobaczyłam na zawsze zmieniło nasze życie. Moje i Chrisa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz