poniedziałek, 7 listopada 2011

Rozdział XIII

Ocknęłam się, ciągle wisząc w powietrzu. Przy mnie był jakiś chłopak. Nie rozpoznałam go. Ale pomagał mi, skutecznie! Trzymał za rękę i mocno ją ściskał. Na dole profesor i Chris walczyli z wilkołakami.
- Spokojnie, jestem Nathan. Siedzę za tobą na niemieckim. - ujrzałam jego śnieżnobiałe zęby. - Przechodziłem obok i...-urwał.
Nie odczuwałam bólu, nigdzie. Ale nagle coś tak jakby we mnie uderzyło. Wstrzymałam oddech i zacisnęłam zęby. Rzuciłam się na Nathana, szukałam ukojenia w jego ramionach. Mocno się go trzymałam, wbijałam w jego ręce paznokcie, by tylko zapomnieć o przeraźliwym bólu. On mnie rozumiał, jest starszy o jakieś pół roku. Już to przeżył. To może wydawać się dziwne, ale u nas każdy pomaga innym, gdy widzi, że ktoś przechodzi przez przemianę. Nie ważne, czy to nieprzyjaciel czy przyjaciel. Po prostu pomaga.
Ból odpuścił i zaczęłam powoli opadać na ziemię. Byłam wycieńczona, choć wiele przecież nie robiłam. Cała w kroplach potu leciałam w dół. Padłam na ziemię i nie dałam rady się ruszyć. Zobaczyłam nade mną wilkołaka. Nathan przemienił się – w wilkołaka – i zaatakował mojego przeciwnika. Byłam mu bardzo wdzięczna. Leżałam na środku pola walki i oddychałam ciężko.
Z każdej strony toczyła się nadzwyczaj zaciekła walka.
Udało się! Wilkołaki przegrały. Nathan i Chris równocześnie rzucili się w moim kierunku.
- Nic ci nie jest, Viola? - zapytał czule Chris.
- Viola, wszystko ok? - odezwał się równie przestraszony tym wszystkim jak ja Nathan.
Nie wiedziałam na którego mam patrzeć.
- Tak, chyba już okej. - wstałam. Chris podbiegł do profesora i zadał mu to samo pytanie, co mnie. Nathan natomiast stał i nieśmiało się uśmiechał. Wśród burzy brąz włosów ujrzałam błękitne oczy. Nie takie, jak Chrisa. Były głębokie jak rów mariański i intensywne jak ….. coś, co jest intensywne. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Złapał mnie i wziął na ręce. Popatrzył w moje szafirowe oczka i ukazał śnieżnobiałe ząbki. Uśmiechnęłam się. Pachniał lasem i grzybami. Zrobiło mi się słabo. Nie odzywał się, tylko ruszył w stronę domu profesora. Otworzył drzwi i wniósł mnie do salonu. Położył delikatnie na kanapie i odsunął się.
- Dzięki, Nathan. Dziękuję, że pomogłeś mi przez to przejść. To dużo dla mnie znaczy. Gdybym tylko mogła Ci się odwdzięczyć!
- Spoko, Viola. Też to przechodziłem, wiem, jak to boli.
- Może umówimy się na kakao? - zapytałam, choć nie miałam nawet tego na myśli.
Uśmiechnął się i podszedł do kanapy.
- Viola, nie musisz mi się odwdzięczać. - odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy. - Nie chcę niczego w zamian.
- Nathan, proszę. Muszę Ci podziękować.
Popatrzył na mnie z dużym zaciekawieniem i kilka razy mrugnął oczami.
- No dobra, jutro o 16? - zapytał, wystawiając mi język.
Zaśmiałam się.
- Pewnie. - niechcący nasze spojrzenia się spotkały. Zatonęłam w jego oczach. Nie wiem jak i dlaczego, ale nie mogłam odwrócić wzroku. On chyba też nie. Patrzyliśmy się na siebie dłuższą chwilę. Nie miałam pojęcia, co mam teraz zrobić. Tak w ogóle gdzie jest Chris i profesor? Nathan nie ruszał się. Ja też nie. Patrzyliśmy sobie w oczy cały czas. Nathan nagle zerwał się jak oparzony i podążał w moim kierunku. Popatrzył mi w oczy z takiego bliska, że miałam wrażenie, że wręcz się topię w jego oczach. Przysunęłam głowę do jego głowy i pocałowaliśmy się. Uciekł zaraz z salonu zostawiając mnie samą z niesamowitym uczuciem rozkoszy. Co to było? Nigdy nie czułam się tak wyjątkowo. Dlaczego to zrobiłam? I to z najlepszym kumplem mojego chłopaka?

NASTĘPNY DZIEŃ

Zrozumiałam już wszystko. Pod megaimpulsem po przemianie brakowało mi bliskości i dlatego pocałowałam Nathana. No bo przecież nie zakochałabym się po 10 minutach! Prawda?
Dziś po południu poszłam do 'Briliant Caffee', w końcu umówiłam się z Nathanem. Gdy weszłam zobaczyłam go – siedział w samym rogu przy stoliku nr 15. Podeszłam i ściągnęłam kurtkę.
- Hej! - zaczęłam. - Zamówiłeś już?
- Cześć, jeszcze nic nie zamawiałem.
No i to by było na tyle.
- Może weźmiemy na wynos? - zaproponował.
- Okej, skoro chcesz.
Po chwili z gorącymi kubkami kakao szliśmy jakimiś zupełnie nieznanymi mi, ciasnymi uliczkami.
Panowała grobowa cisza, jakoś nie miałam weny do mówienia. On najwyraźniej też nie.
- Słuchaj – przełamałam się – to co zaszło między nami wczoraj...
- Wiem, przepraszam. Poniosło mnie i tyle, zapomnijmy o tym.
- Właśnie...- i znowu cisza przejęła stery. Wyrzuciłam pusty kubek do kosza na śmieci. Byliśmy w jakimś parku, ale w części całkowicie bez ludzi. Nasz spojrzenia się spotkały, co nie było dobrym posunięciem. Odwróciłam szybko głowę i popatrzyłam na korony drzew. Zatrzymał się, no więc ja też. Przedarł się przez żywopłot. No więc ja też. Ujrzałam niesamowite miejsce – jakaś stara fontanna, niedziałająca już.
- Ale cudowna! - zachwyciłam się. - Jak znalazłeś to miejsce?
- Przypadkowo. - to było jedyne słowo, które powiedział. Usiadł na trawie i dopił resztkę kakao ze swojego kubka. Zgniótł go i rzucił przed siebie. Usiadłam obok niego.
- Serio, dziękuję za wczoraj. - Nie odpowiedział. Chyba jest bardzo małomównym człowiekiem.
Popatrzył mi w oczy. Znowu nawiedziło mnie to pożądanie Nathana. Zaczął mnie całować, mimo mojej zgody. Próbowałam się mu wyrwać, ale w głębi duszy bardzo tego chciałam. Poddałam się i zaczęłam rozkoszować jego obecnością. Towarzyszyła mi magia, ten pocałunek był magiczny niczym.....magia! Przekręciłam głowę.
- Nie mogę. - złapałam się za głowę. - Jestem z Chrisem.
Przygryzł wargę.
- Nie mogłem się powstrzymać. - uderzył się w czoło. - Ale ze mnie idiota.
- Nie, nie idiota, jesteś świetnym facetem, ale... rozumiesz. - nie chciałam go urazić. Panowała długa cisza. Wstał i przedarł się przez żywopłot. Ja też. Powróciliśmy na ścieżkę i w milczeniu szliśmy. Kopałam kasztany. Po chwili Nathan wziął mnie za rękę i mocno szarpnął do siebie. Objął i pocałował czule.
- Przestań, Violet. – skomentował, gdy zaczęłam się odsuwać. - Dobrze wiem, że tego chcesz.
Istotnie, chciałam. Ale przecież to nie fair w stosunku do Chrisa. Nathan znowu mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Nie wiem dlaczego!
- Nie mogę, mam już chłopaka. - próbowałam mu to wytłumaczyć.
- A ja dziewczynę, i co? Nie mogę się oprzeć. - uśmiechnął się.
- Nie możemy...
- Możemy, nikt się nie dowie. - pocałował mnie, a ja znowu odwzajemniłam pocałunek. Dlaczego?
Chwilę łapczywie się całowaliśmy, odczuwałam większą rozkosz niż gdy robiłam to z Chrisem. To było nie fair, wiem, ale to było o wiele silniejsze ode mnie.
Miałam dylemat.
Trójkąt miłosny.
Niezdecydowanie.
Trudny wybór.
Rozkosz a bezpieczeństwo.
Bałam się.
Nathan czy Chris?
A może obydwaj naraz?
Albo żaden.
Nurtowało mnie to.
Nathan czy Chris?
Który to ten właściwy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz