Że machina do badań jest magiczna, magiczne też były wyniki.
Christopher _-_-_-_
Syn: Dracula i Bella Maria Mitrooy
Violetta Barrota Montroy
Córka: Enriqe Bronttol i Bella Miranda Milootrit
Rozpłakałam się ze szczęścia. Chris nie jest moim bratem. Podbiegłam do niego i obudziłam.
- Chris..
- Co się stało? - skoczył na równe nogi z przerażeniem w oczach, gdy zobaczył, że płaczę. - Masz wyniki? - wyrwał mi kartkę z ręki. Jego wzrok śledził literkę po literce. Odetchnął z niesamowitą ulgą, po czym otarł mi łzy z policzka.
- Viola, udało się! - skoczył z radości. - Dlaczego się nie cieszysz?
- Cieszę się, niesamowicie! - popłakałam się jeszcze bardziej.
- Nie rycz, malutka.- podszedł do mnie i mocno przytulił. 'Malutka' skierowane do mnie podtrzymało mnie na duchu. Przetarłam oczy i pocałowaliśmy się. Boże, jakie to szczęście!
- Będziemy razem do końca świata...- wyszeptałam mu do ucha.
- A nawet jeszcze dłużej.- odpowiedział schrypniętym, cichym głosem.
- Y.....- usłyszeliśmy zza pleców – przepraszam, ze przeszkadzam dzieci, ale z pomocą innych czarodziei otoczyłem szklaną powłoką nie do pokonania mój dom. Możemy już do niego wrócić.
Uśmiechnęłam się i wzięłam Chrisa za rękę. Otworzyliśmy betonowe wrota schronu i wyszliśmy. Była ciemna noc. Gwiazdy świeciły, a księżyca nie widziałam. Popatrzyłam na schron i czarami zlikwidowałam go. W oknie domu profesora mignęła mi czarna postać. Przestraszyłam się. Do moich urodzin zostało zaledwie 3 dni. Na samą myśl o przekazaniu mi całej mocy robi mi się niedobrze. Boję się. To ponoć boli, gdy jakieś dziwne siły unoszą Cię na wysokość tam powiedzmy 3 metrów w powietrze i przemieniają Cię w pełnoprawnego czarodzieja. To musi być fantastyczne uczucie, ale nie wiem dlaczego intuicja każe mi się bać. Ból na sam koniec jest tak silny, że nie można wytrzymać. Tracisz panowanie nad ciałem i zdajesz się na los. Może przy tym uczestniczyć jakaś osoba, by wspierać, ale nie musi. Ja jednak na pewno wybiorę Chrisa. Chcę, żeby mi pomógł przejść pierwszą przemianę w czarodzieja. Właśnie, nie pytałam się go nigdy o jego odczucia podczas przemiany w prawdziwego wapmira.
- Chris, jak było w dniu twoich 16 urodzin, pamiętasz swoją przemianę?
Zmieszał się trochę i przygryzł wargę.
- Mam Ci powiedzieć prawdę?
- Tak, wolę się bać, ale wiedzieć jak było z tobą.
- Byłem wtedy w szkole, normalny dzień. Po ostatniej lekcji poszedłem na trening piłkarski. W drodze jakaś siła mnie uniosła i zaczęło się. Ból był tak silny, że krzyczałem wniebogłosy. Nikogo jednak w pobliżu nie było. Musiałem przejść to sam. Straciłem panowanie nad swoim ciałem i zemdlałem z bólu. Ocknąłem się leżąc na ścieżce. Zacząłem inaczej czuć zapachy krwi i oddalenie przyszłych ofiar. Wyostrzył mi się wzrok i powiększyły kiełki. Była noc. W kilku domach paliło się światło. Wróciłem do domu. Byłem już prawdziwym wampirem. Mój ojciec został zgładzony już dawno temu, dlatego mieszkałem sam. Nie mogłem usnąć w nocy. Ale gdy zmorzył mnie sen, zasnąłem jak zabity. Następnego dnia nie poszedłem do szkoły. Doskonaliłem moje nowe umiejętności.
- Aha - odparłam zdumiona. - Naprawdę ból był przerażający?
- Niestety tak. Nie wiem, czy sama wytrzymasz ten ból.
- Będziesz przy mnie, prawda?
- Ale to znaczy, że chcesz się uwiązać ze mną do końca życia? - popatrzył mi w oczy.
- Na tą chwilę tak. Pomożesz mi przez to przejść?
- Oczywiście.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. - uśmiechnął się. Ulżyło mi. Może z Chrisem ból mnie nie dopadnie aż tak. Muszę się jeszcze mentalnie przygotować. Ponoć bez tego, nikt nie da rady przeżyć.
Moje przemyślenia przerwał szelest liści. Chwyciłam różdżkę do ręki i zaczęłam się niepewnie rozglądać. Zza krzaków wylazł wilkołak i rzucił się na Chrisa. Za nim wylazło kilka innych wilkołaków i zaatakowały one profesora. W panice próbowałam mu pomóc, ale walka była bardzo zacięta. Zza drzewa wychylił się największy z wilkołaków i szczerząc swoje kły powoli podchodził do mnie. Czarami rzuciłam na niego zaklęcie Żmii – zamienia ono stworzenie w posąg. Nagle zza innych drzew w kierunku Chrisa zaczęły schodzić się inne wilkołaki. Chciałam mu pomóc, ale niestety nie mogłam. Coś zaczęło mnie ciągnąć ku górze. Przeraziłam się. Przecież do moich urodzin jeszcze 3 dni! Ale ta siła nie chciała słuchać. Nie byłam jeszcze gotowa, ale nic nie mogłam zrobić. Poczułam niesamowity ból w klatce piersiowej. Nie mogłam oddychać. Ból był okropny, z moich oczu rwącym potokiem lały się łzy. Nie mogłam wydusić z siebie dźwięku. Chris, gdzie jesteś?!
- Chriss!- przeraźliwie zachrypiałam. Zwrócił głowę ku górze i przestraszył się.
- Nie mogę Ci teraz pomóc, jest ich zbyt wiele! - krzyknął, zabijając wilkołaka.
Ból odczuwany w klatce piersiowej stał się niczym w porównaniu do bólu brzucha. Miałam potężne skurcze, które ledwo co znosiłam. Z zaciśniętymi zębami patrzyłam, co niewidzialna siła ze mną wyprawia. Byłam zabawką w rękach olbrzyma!
- Chris! - zawyłam z bólu tak, że aż musiałam się skulić.
- Viola, nie dam rady! - krzyknął. Istotnie walczył na śmierć i życie.
Ból odebrał mi władanie nad ciałem. Nie miałam nad nim kontroli, do tego czułam okropnie mocne ukłucia w żebra. Krzyczałam z bólu, płakałam i próbowałam sobie wyobrazić przy mnie Chrisa. Ale nie mogłam. Dlaczego to tak boli? Nagle cały ból przeniósł się na moją głowę. Słyszałam głosy obcych ludzi, zmieszane ludzkie myśli, okropne krzyki ludzi i przed oczami widziałam sceny śmierci. Szumiało mi w uszach, czułam okropny smród, zrobiło mi się gorzko w ustach. Kurczowo trzymałam się za głowę. Ściskałam ją i biłam w nią.
- Chris. - moje usta wypowiadały bezskutecznie jego imię. Miał mi pomóc przez to przejść.
Ból rozciągnął się na całym ciele. Odczułam kilkanaście razy mocniejsze ugryzienia w kilku miejscach ciała niż jedno ugryzienie w szyję przez Chrisa.
Nic nie widziałam, przestałam słyszeć i oddychać...
Zastygłam w bezruchu...
Taśma mi się urwała...
Christopher _-_-_-_
Syn: Dracula i Bella Maria Mitrooy
Violetta Barrota Montroy
Córka: Enriqe Bronttol i Bella Miranda Milootrit
Rozpłakałam się ze szczęścia. Chris nie jest moim bratem. Podbiegłam do niego i obudziłam.
- Chris..
- Co się stało? - skoczył na równe nogi z przerażeniem w oczach, gdy zobaczył, że płaczę. - Masz wyniki? - wyrwał mi kartkę z ręki. Jego wzrok śledził literkę po literce. Odetchnął z niesamowitą ulgą, po czym otarł mi łzy z policzka.
- Viola, udało się! - skoczył z radości. - Dlaczego się nie cieszysz?
- Cieszę się, niesamowicie! - popłakałam się jeszcze bardziej.
- Nie rycz, malutka.- podszedł do mnie i mocno przytulił. 'Malutka' skierowane do mnie podtrzymało mnie na duchu. Przetarłam oczy i pocałowaliśmy się. Boże, jakie to szczęście!
- Będziemy razem do końca świata...- wyszeptałam mu do ucha.
- A nawet jeszcze dłużej.- odpowiedział schrypniętym, cichym głosem.
- Y.....- usłyszeliśmy zza pleców – przepraszam, ze przeszkadzam dzieci, ale z pomocą innych czarodziei otoczyłem szklaną powłoką nie do pokonania mój dom. Możemy już do niego wrócić.
Uśmiechnęłam się i wzięłam Chrisa za rękę. Otworzyliśmy betonowe wrota schronu i wyszliśmy. Była ciemna noc. Gwiazdy świeciły, a księżyca nie widziałam. Popatrzyłam na schron i czarami zlikwidowałam go. W oknie domu profesora mignęła mi czarna postać. Przestraszyłam się. Do moich urodzin zostało zaledwie 3 dni. Na samą myśl o przekazaniu mi całej mocy robi mi się niedobrze. Boję się. To ponoć boli, gdy jakieś dziwne siły unoszą Cię na wysokość tam powiedzmy 3 metrów w powietrze i przemieniają Cię w pełnoprawnego czarodzieja. To musi być fantastyczne uczucie, ale nie wiem dlaczego intuicja każe mi się bać. Ból na sam koniec jest tak silny, że nie można wytrzymać. Tracisz panowanie nad ciałem i zdajesz się na los. Może przy tym uczestniczyć jakaś osoba, by wspierać, ale nie musi. Ja jednak na pewno wybiorę Chrisa. Chcę, żeby mi pomógł przejść pierwszą przemianę w czarodzieja. Właśnie, nie pytałam się go nigdy o jego odczucia podczas przemiany w prawdziwego wapmira.
- Chris, jak było w dniu twoich 16 urodzin, pamiętasz swoją przemianę?
Zmieszał się trochę i przygryzł wargę.
- Mam Ci powiedzieć prawdę?
- Tak, wolę się bać, ale wiedzieć jak było z tobą.
- Byłem wtedy w szkole, normalny dzień. Po ostatniej lekcji poszedłem na trening piłkarski. W drodze jakaś siła mnie uniosła i zaczęło się. Ból był tak silny, że krzyczałem wniebogłosy. Nikogo jednak w pobliżu nie było. Musiałem przejść to sam. Straciłem panowanie nad swoim ciałem i zemdlałem z bólu. Ocknąłem się leżąc na ścieżce. Zacząłem inaczej czuć zapachy krwi i oddalenie przyszłych ofiar. Wyostrzył mi się wzrok i powiększyły kiełki. Była noc. W kilku domach paliło się światło. Wróciłem do domu. Byłem już prawdziwym wampirem. Mój ojciec został zgładzony już dawno temu, dlatego mieszkałem sam. Nie mogłem usnąć w nocy. Ale gdy zmorzył mnie sen, zasnąłem jak zabity. Następnego dnia nie poszedłem do szkoły. Doskonaliłem moje nowe umiejętności.
- Aha - odparłam zdumiona. - Naprawdę ból był przerażający?
- Niestety tak. Nie wiem, czy sama wytrzymasz ten ból.
- Będziesz przy mnie, prawda?
- Ale to znaczy, że chcesz się uwiązać ze mną do końca życia? - popatrzył mi w oczy.
- Na tą chwilę tak. Pomożesz mi przez to przejść?
- Oczywiście.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. - uśmiechnął się. Ulżyło mi. Może z Chrisem ból mnie nie dopadnie aż tak. Muszę się jeszcze mentalnie przygotować. Ponoć bez tego, nikt nie da rady przeżyć.
Moje przemyślenia przerwał szelest liści. Chwyciłam różdżkę do ręki i zaczęłam się niepewnie rozglądać. Zza krzaków wylazł wilkołak i rzucił się na Chrisa. Za nim wylazło kilka innych wilkołaków i zaatakowały one profesora. W panice próbowałam mu pomóc, ale walka była bardzo zacięta. Zza drzewa wychylił się największy z wilkołaków i szczerząc swoje kły powoli podchodził do mnie. Czarami rzuciłam na niego zaklęcie Żmii – zamienia ono stworzenie w posąg. Nagle zza innych drzew w kierunku Chrisa zaczęły schodzić się inne wilkołaki. Chciałam mu pomóc, ale niestety nie mogłam. Coś zaczęło mnie ciągnąć ku górze. Przeraziłam się. Przecież do moich urodzin jeszcze 3 dni! Ale ta siła nie chciała słuchać. Nie byłam jeszcze gotowa, ale nic nie mogłam zrobić. Poczułam niesamowity ból w klatce piersiowej. Nie mogłam oddychać. Ból był okropny, z moich oczu rwącym potokiem lały się łzy. Nie mogłam wydusić z siebie dźwięku. Chris, gdzie jesteś?!
- Chriss!- przeraźliwie zachrypiałam. Zwrócił głowę ku górze i przestraszył się.
- Nie mogę Ci teraz pomóc, jest ich zbyt wiele! - krzyknął, zabijając wilkołaka.
Ból odczuwany w klatce piersiowej stał się niczym w porównaniu do bólu brzucha. Miałam potężne skurcze, które ledwo co znosiłam. Z zaciśniętymi zębami patrzyłam, co niewidzialna siła ze mną wyprawia. Byłam zabawką w rękach olbrzyma!
- Chris! - zawyłam z bólu tak, że aż musiałam się skulić.
- Viola, nie dam rady! - krzyknął. Istotnie walczył na śmierć i życie.
Ból odebrał mi władanie nad ciałem. Nie miałam nad nim kontroli, do tego czułam okropnie mocne ukłucia w żebra. Krzyczałam z bólu, płakałam i próbowałam sobie wyobrazić przy mnie Chrisa. Ale nie mogłam. Dlaczego to tak boli? Nagle cały ból przeniósł się na moją głowę. Słyszałam głosy obcych ludzi, zmieszane ludzkie myśli, okropne krzyki ludzi i przed oczami widziałam sceny śmierci. Szumiało mi w uszach, czułam okropny smród, zrobiło mi się gorzko w ustach. Kurczowo trzymałam się za głowę. Ściskałam ją i biłam w nią.
- Chris. - moje usta wypowiadały bezskutecznie jego imię. Miał mi pomóc przez to przejść.
Ból rozciągnął się na całym ciele. Odczułam kilkanaście razy mocniejsze ugryzienia w kilku miejscach ciała niż jedno ugryzienie w szyję przez Chrisa.
Nic nie widziałam, przestałam słyszeć i oddychać...
Zastygłam w bezruchu...
Taśma mi się urwała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz