czwartek, 10 listopada 2011

Rozdział XIV cz. II


- Nie możesz tak po prostu tego zakończyć.
- Mogę - padłam na trawę i zaczęłam ryczeć.
- Viola, przestań. - wtuliłam się w jego bluzę dresową.
- Ja nie wiem, co mam robić.
- Nikt tego nie wie. Oprócz tego – wskazał na moje serce. Dotknął mnie tak delikatnie, że nie mogłam mu się oprzeć. Wziął do ręki kasztana i zaczął mi nim jeździć po włosach. Zaśmiałam się, to było całkiem przyjemne.
- Podoba ci się? - zapytał.
- Yhym. - zobaczyłam jego głębokie oczy. Nachylił się i pocałował. Wszystkie smutki ze mnie uszły jak z balonika. - Chcesz ze mną być?
Wstałam i spuściłam głowę. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Chcę, ale nie mogę zostawić Chrisa. Z nim łączy mnie coś więcej, niż tylko przyjaźń. Tak samo jest z tobą. Nie każ mi teraz wybierać.
- Proszę, chcę cię mieć tylko dla siebie. Głupio mi jak wariatowi z cyrku gdy widzę jak idziesz z nim za rękę i całujesz go.
- Ale ja kocham go!
- Nie możesz być z dwoma naraz. Nie rozumiesz? - zapytał.
- Wiem to, ale... daj mi trochę czasu. - pocałowaliśmy się z języczkiem. Przeszły mnie dreszcze.
- Świetnie całujesz, wiesz? - popatrzył mi w oczy. Zarumieniłam się. - Muszę iść, rodzice czekają w domu. Mam w sumie szlaban, ale się wyrwałem. Do zobaczenia! - puścił moją dłoń.
- Papa. - Wróciłam do domu w dobrym humorku. Przed gankiem siedział Chris.
- Cześć, co tu robisz? - zapytałam.
- Czekam na ciebie. Mam niespodziankę. - wyciągnął z kieszeni bilety do kina. Uśmiechnęłam się.
Po chwili już zamawialiśmy popcorn i colę.
Usiedliśmy w 12 rzędzie krzesełek.
- Dlaczego myślisz o czymś innym? - zapytał, gdy film się zaczął. Nie odpowiedziałam, Chris objął mnie i przytulił. Po filmie poszliśmy do kawiarni. Na tarasie było mnóstwo wolnych stolików, więc zajęliśmy ten przy fontannie.
- Kakao? - zapytał. Skinęłam głową. - Jak podobał Ci się film?
- Nawet fajny. - odpowiedziałam. - Może weźmiemy na wynos?
- Zgoda.
Szliśmy alejką Witolda. Tu znajdują się ławki z posągami. Usiedliśmy na tej obok posągu Wenus. Dopiliśmy kakao. Przysunął się do mnie i zaczęliśmy się całować. Namiętnie, długo i bardzo mi się to podobało. Kątem oka widziałam przechodniów, którzy patrzyli się na nas z zafascynowaniem, ale nie obchodziło mnie to. Bałam się, że może tędy iść Nathan. No i niestety – szedł. Kącikiem oczu zerknęłam w jego oczy. Zakłopotany podszedł i poklepał Chrisa po ramieniu. Ten dopiero się ocknął i oderwał od moich ust swoje wargi. Zaśmiał się.
- Cześć brachu! Gdzie się podziewałeś?
- Tam i siam. A wy tu, jak widzę, nie próżnujecie? - puścił mi oko.
- No tak. Miłość jest piękna, brachu.
- Coś o tym wiem. Zakochałem się na zabój w pewnej dziewczynie. - zrobiło mi się niedobrze.
- Gratulacje! Jak się nazywa? - i tu prawie udusiłam się z przerażenia.
- Nie znasz. Jest genialna. A jaki charakter! - bałam się, naprawdę. Strach mnie obleciał, spociłam się i miałam dreszcze. Ciągle gadali o mnie i o uczuciach! Już wolałabym o meczu Polski z Barceloną! Chłopaki, co jest??!!??!!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!?!
Nie wytrzymałam. Wstałam i rzuciłam się do ucieczki. Obydwaj zaczęli za mną biec. Potknęłam się i prawie się przewróciłam. Ale jakoś biegłam dalej. Złapał mnie Chris.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz