Profesor postanowił się nie mieszać w nasze sprawy i wyczarował sobie bibliotekę. Oczywiście z nosem w książkach nie obchodziło go nic więcej!
Chris właśnie do mnie podszedł. Usiadł obok i spuścił głowę.
- Viola, ty nie zrozumiesz. To za trudne, powiem Ci kiedy indziej. Obiecuję. - chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę. - Nie ufasz mi?
- Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
- Proszę, daj mi szansę, było nam tak dobrze.
- Już miałam taką sytuację z moim byłym. Dałam szansę, ale nigdy nie poznałam prawdy.
- Jesteś dla mnie bardzo ważna. - wziął mnie za rękę.
- Daruj sobie, nie jestem taką osobą, która nie chowa urazy.
- Jestem agentem WOOŚ. Przydzielono mi misję ochrony wybranki.
- Akurat, nie jesteś nim. Taka agencja nie istnieje.
- No dobra, nie istnieje. Tak naprawdę to jestem synem Drakuli, który odziedziczył dziwne talent po ojcu i matce.
- Kim była twoja matka? - zapytałam, bo niby to czytałam historię Drakuli, ale jakoś tego fragmentu nie pamiętam.
- Zabił ją, gdy dowiedział się, że urodziłem się ja. Wiesz, przecież latał po świecie. Nie rozumiem go. Miałem wtedy 4 lata. Ukrywała mnie przed nim. Tak po prostu zabił ją. Sam wychował mnie. Ponoć nie była wapirzycą, ale źródeł żadnych nie mam. Mój ojciec był łajdakiem! - prychnął.
- Smutne.
- O, pamiętam. Nazywała się chyba Bella Milootrit, coś takiego.
Znieruchomiałam. Czas stanął. Nie mogłam uwierzyć. To nie mogła być prawda, o nie! Nie, nie, to nie prawda. Czemu??? Jakim cudem, cholera! To nie prawda!
- Wiesz – powiedziałam w panice – że to też i moja matka?
Chris właśnie do mnie podszedł. Usiadł obok i spuścił głowę.
- Viola, ty nie zrozumiesz. To za trudne, powiem Ci kiedy indziej. Obiecuję. - chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę. - Nie ufasz mi?
- Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
- Proszę, daj mi szansę, było nam tak dobrze.
- Już miałam taką sytuację z moim byłym. Dałam szansę, ale nigdy nie poznałam prawdy.
- Jesteś dla mnie bardzo ważna. - wziął mnie za rękę.
- Daruj sobie, nie jestem taką osobą, która nie chowa urazy.
- Jestem agentem WOOŚ. Przydzielono mi misję ochrony wybranki.
- Akurat, nie jesteś nim. Taka agencja nie istnieje.
- No dobra, nie istnieje. Tak naprawdę to jestem synem Drakuli, który odziedziczył dziwne talent po ojcu i matce.
- Kim była twoja matka? - zapytałam, bo niby to czytałam historię Drakuli, ale jakoś tego fragmentu nie pamiętam.
- Zabił ją, gdy dowiedział się, że urodziłem się ja. Wiesz, przecież latał po świecie. Nie rozumiem go. Miałem wtedy 4 lata. Ukrywała mnie przed nim. Tak po prostu zabił ją. Sam wychował mnie. Ponoć nie była wapirzycą, ale źródeł żadnych nie mam. Mój ojciec był łajdakiem! - prychnął.
- Smutne.
- O, pamiętam. Nazywała się chyba Bella Milootrit, coś takiego.
Znieruchomiałam. Czas stanął. Nie mogłam uwierzyć. To nie mogła być prawda, o nie! Nie, nie, to nie prawda. Czemu??? Jakim cudem, cholera! To nie prawda!
- Wiesz – powiedziałam w panice – że to też i moja matka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz