sobota, 5 listopada 2011

Rozdział VIII


Leżałam. Przeziębiłam się chyba. Łóżko w domu profesora nie było wygodne. Wstałam więc i pokuśtykałam na taras. Piękne słońce wysyłało swoje złociste promienie na kolorowe liście drzew. Eh, jaki stąd piękny widok. Chris położył się w drugim pokoju. Nie można nam wychodzić, odkąd przyśnił mi się L. Sallwadus. Profesor się o nas boi. Zaparzyłam sobie herbatę i powoli podeszłam do drzwi pokoju, w którym spał Chris. Były uchylone. Widziałam, jak powoli oddychał. Poszłam dalej korytarzem, do sali w której przebywał profesor.
- Profesorze, co teraz będzie? - zapytałam, odnajdując mężczyzną w starszym wieku w bibliotece.
- Nie wiem, Violetto, nie wiem. - usiadłam obok niego i zaczęłam przeglądać stare, zakurzone księgi. Profesor wyraźnie czegoś szukał.
- Może jakoś pomóc? - zaproponowałam. Byłam tu już kolejny dzień i nudziło mi się trochę.
- Szukam bardzo ważnej księgi 'O wybrance i Sallwadusie'. - uśmiechnęłam się. Zamknęłam oczy i skinęłam palcem. W ręce pojawiła mi się ta oto stara, ciężka jak diabli, zakurzona księga.
- Wielkie nieba! - zadumał się profesor. - Już świetnie opanowałaś moc.
Skinęłam głową, gdy nagle do pokoju wpadł zaspany Chris. Miał poszarpane włosy i zmiętą koszulę. Wyglądał przezabawnie. Zachichotałam.
- Jakieś nowe informacje? - zapytał i podszedł do mnie.
- Raczej nie – ruszyłam ramionami. Lewą ręką potargałam mu włosy. Uśmiechnął się i wystawił mi język.
- Ej! - zbuntowałam się. - Bez takich! - roześmiałam się. Zostawiliśmy profesora z lekturą i poszliśmy na taras. Słońce jeszcze do końca nie wzeszło. Było pięknie.
- Skąd pomysł, że to ja jestem wybranką? Dlaczego ja? Co ja zrobiłam takiego magicznego?- posmutniałam. Nie wiedziałam, dlaczego, ale poczułam dziwną niechęć do herbaty.
- Będziesz ją jeszcze pić?- zapytał najwyraźniej spragniony Chris. Podałam mu kubek. Przełknął.
- Fuuuuuuuu, słodzisz? - zapytał, wykrzywiając się.
- Yhym. Ale czasem lubię gorzką. - spuściłam głowę. Popatrzył na mnie z politowaniem.
- Przerasta Cię to? - trafił w dziesiątkę. Pogładził mnie po plecach.
- Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego...- urwałam. Poczułam niesamowity ból w kostce.
- Viola, wszystko gra? - złapał mnie za rękę.
- Chyba tak, noga znów zaczyna boleć. Muszę zrobić sobie okład.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz