- Viola, co ty robisz? - chwycił mnie za ramię.
- Nie mogę tak dłużej! - krzyczałam. - Nie dam rady!
- Ale o co chodzi? - nie rozumiał Chris.
Nathan podszedł do mnie i pocałował w usta. Uspokoiłam się trochę. Chris zbledł.
- Co ty do cholery robisz? - szarpnął Nathana za rękę.
- Uspokój się, wyjaśnię.
- Nie, Nathan, ja mu powiem. - zmieszałam się i zwróciłam wzrok na Chrisa. - Problem polega na tym, że zakochaliście się w tej samej dziewczynie. A ona zakochała się w obydwu naraz. - rozpłakałam się.
- Nathan, choć raz nie możesz odpuścić mi dziewczyny? - krzyknął.
- To nie moja wina, naprawdę się w niej zabujałem.
Popychali się, a ja płakałam jak najęta.
- Spadaj, to moja dziewczyna. - krzyczał Chris.
- Przestań, zapytajmy może Violę o zdanie.
- Ona woli mnie, nie chcę cię więcej widzieć, myślałem, że jesteś kumplem!
- Jestem, ale miłość wygrywa! Viola, powiedz, z którym chcesz być?
Nie zdążyłam się nawet odezwać, jak przerwał mi Chris.
- Weź go sobie, jeśli go kochasz.
- Chris, to nie tak. Ja kocham was obydwóch.
- Nie możesz upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu.
- Nie będę z żadnym z was. Kocham was, ale nie umiem wybrać. Przykro mi. - Chris nie ruszył się z miejsca, natomiast Nathan podszedł do mnie i mocno pocałował.
- Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Niepotrzebnie naciskałem. Sorry, Viola. - szedł w kierunku swojego domu.
- A ty co, nawet się do mnie nie odezwiesz? - zapytałam przez łzy. - Zero? Miej chociaż do mnie szacunek, bo ci powiedziałam, nie chciałam kłamać.
Zamachnął się i uderzył mnie w twarz.
- Wiesz, jak ja się czuję? - rzucił i zniknął za drzewem.
Tak strasznie bolało, kuliłam się z bólu. Podbiegł do mnie Nathan i spojrzał.
- Zabiję go, zabiję! - krzyknął. Podtrzymał mnie i pomógł usiąść na ławce. Chris mnie uderzył?! Miałam rozciętą wargę, krew lała mi się z nosa. Płakałam, bo czułam, że straciłam cząstkę mojego życia.
- Wszystko w porządku? - zapytał, gładząc swoją ręką mój policzek. Ale ja wyłam dalej. Dlaczego to jest takie trudne – ta cała miłość?
- Dlaczego on mnie uderzył? - popatrzyłam mu w oczy moimi zapłakanymi, czerwonymi gałami.
- Bo jego to boli. Nie wierzę, jak można uderzyć dziewczynę!
- Pocałuj mnie, tylko tak mocno – szlochałam.
- Jesteś zakatarzona i leje ci się z nosa krew.
Zaśmiałam się. Zawsze umiał mnie rozbawić. Objął i mocno pocałował.
- Czyli już wybrałaś? - krzyknął do mnie Chris, który wyrósł z ziemi obok nas.
- To nie tak... - próbowałam wytłumaczyć, ale na marne. Nathan rzucił się na niego z pięściami i zaczęli się bić. Łzy leciały mi z oczu strumieniami. Uciekłam. Pobiegłam do mojego ulubionego miejsca w całym mieście, czyli do mojego pokoju. Siedziałam tak i płakałam dobre kilka godzin.
Do mojego pokoju wszedł cicho Chris, miał rozcięty łuk brwiowy i podbite prawe oko.
- Viola, wybacz mi, byłem pod wpływem emocji, nie chciałem cię uderzy..
- Wyjdź.
- Słucham? Viola, poczekaj, daj mi to wyjaśnić. Nathan zawsze odbierał mi dziewczyny, ale potem okazywało się, że one i tak nie chciały ze mną być. Teraz ty jesteś najważniejsza. Wiesz o tym, kochasz mnie.
- Chris, to nie takie proste. - płakałam. Chciał mnie pocałować, ale odchyliłam głowę.
- Wolisz jego, ha? - wstał.
- Czuję się przy nim szczęśliwa i.. kocham go. Ciebie też. - dodałam.
- Przemyśl to, miłej nocy! - powiedział spokojnie i wyszedł. Znów się rozbeczałam, jak mała dziewczynka. Wyczarowałam sobie eliksir zdecydowania. Już perfekcyjnie opanowałam moc. Przystawiłam kranik do ust, ale nie przechyliłam buteleczki. Odstawiłam ją na stolik i wysmarkałam nos. Ubrałam się w strój do jazdy na łyżwach i chwyciłam łyżwy do ręki. Już długo nie ćwiczyłam, a otwarcie sezonu już za miesiąc! Pobiegłam do najbliższego lodowiska – o dziwo, nie było nikogo! Dałam karnet sportowy na darmowe wejścia i ubrałam łyżwy. Po rozgrzewce zaczęłam skakać skoki. Podwójny axel, podwójny, podwójny i za nic nie chciał wyjść potrójny. Puściłam muzykę – miałam tu znajomości. Jeździłam z niezwykłą precyzją, dokładnie jota w jotę z choreografii pani Hidey. Spirala, piruet, przekładanka – jazda do tyłu, skok i po niesamowicie dobrym jak po długiej przerwie podejściu udał mi się potrójny axel. Uśmiechnęłam się i zakończyłam występ przed pustymi trybunami głębokim skłonem.
Po chwili okazało się, że nie byłam sama. Jakaś postać wstała z krzesełka i szła w moim kierunku.
- Viola, to ty? - usłyszałam znajomy głos.
- Co ty tu robisz Nathan? - zarumieniłam się.
- Nie mogę tak dłużej! - krzyczałam. - Nie dam rady!
- Ale o co chodzi? - nie rozumiał Chris.
Nathan podszedł do mnie i pocałował w usta. Uspokoiłam się trochę. Chris zbledł.
- Co ty do cholery robisz? - szarpnął Nathana za rękę.
- Uspokój się, wyjaśnię.
- Nie, Nathan, ja mu powiem. - zmieszałam się i zwróciłam wzrok na Chrisa. - Problem polega na tym, że zakochaliście się w tej samej dziewczynie. A ona zakochała się w obydwu naraz. - rozpłakałam się.
- Nathan, choć raz nie możesz odpuścić mi dziewczyny? - krzyknął.
- To nie moja wina, naprawdę się w niej zabujałem.
Popychali się, a ja płakałam jak najęta.
- Spadaj, to moja dziewczyna. - krzyczał Chris.
- Przestań, zapytajmy może Violę o zdanie.
- Ona woli mnie, nie chcę cię więcej widzieć, myślałem, że jesteś kumplem!
- Jestem, ale miłość wygrywa! Viola, powiedz, z którym chcesz być?
Nie zdążyłam się nawet odezwać, jak przerwał mi Chris.
- Weź go sobie, jeśli go kochasz.
- Chris, to nie tak. Ja kocham was obydwóch.
- Nie możesz upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu.
- Nie będę z żadnym z was. Kocham was, ale nie umiem wybrać. Przykro mi. - Chris nie ruszył się z miejsca, natomiast Nathan podszedł do mnie i mocno pocałował.
- Przepraszam, to wszystko przeze mnie. Niepotrzebnie naciskałem. Sorry, Viola. - szedł w kierunku swojego domu.
- A ty co, nawet się do mnie nie odezwiesz? - zapytałam przez łzy. - Zero? Miej chociaż do mnie szacunek, bo ci powiedziałam, nie chciałam kłamać.
Zamachnął się i uderzył mnie w twarz.
- Wiesz, jak ja się czuję? - rzucił i zniknął za drzewem.
Tak strasznie bolało, kuliłam się z bólu. Podbiegł do mnie Nathan i spojrzał.
- Zabiję go, zabiję! - krzyknął. Podtrzymał mnie i pomógł usiąść na ławce. Chris mnie uderzył?! Miałam rozciętą wargę, krew lała mi się z nosa. Płakałam, bo czułam, że straciłam cząstkę mojego życia.
- Wszystko w porządku? - zapytał, gładząc swoją ręką mój policzek. Ale ja wyłam dalej. Dlaczego to jest takie trudne – ta cała miłość?
- Dlaczego on mnie uderzył? - popatrzyłam mu w oczy moimi zapłakanymi, czerwonymi gałami.
- Bo jego to boli. Nie wierzę, jak można uderzyć dziewczynę!
- Pocałuj mnie, tylko tak mocno – szlochałam.
- Jesteś zakatarzona i leje ci się z nosa krew.
Zaśmiałam się. Zawsze umiał mnie rozbawić. Objął i mocno pocałował.
- Czyli już wybrałaś? - krzyknął do mnie Chris, który wyrósł z ziemi obok nas.
- To nie tak... - próbowałam wytłumaczyć, ale na marne. Nathan rzucił się na niego z pięściami i zaczęli się bić. Łzy leciały mi z oczu strumieniami. Uciekłam. Pobiegłam do mojego ulubionego miejsca w całym mieście, czyli do mojego pokoju. Siedziałam tak i płakałam dobre kilka godzin.
Do mojego pokoju wszedł cicho Chris, miał rozcięty łuk brwiowy i podbite prawe oko.
- Viola, wybacz mi, byłem pod wpływem emocji, nie chciałem cię uderzy..
- Wyjdź.
- Słucham? Viola, poczekaj, daj mi to wyjaśnić. Nathan zawsze odbierał mi dziewczyny, ale potem okazywało się, że one i tak nie chciały ze mną być. Teraz ty jesteś najważniejsza. Wiesz o tym, kochasz mnie.
- Chris, to nie takie proste. - płakałam. Chciał mnie pocałować, ale odchyliłam głowę.
- Wolisz jego, ha? - wstał.
- Czuję się przy nim szczęśliwa i.. kocham go. Ciebie też. - dodałam.
- Przemyśl to, miłej nocy! - powiedział spokojnie i wyszedł. Znów się rozbeczałam, jak mała dziewczynka. Wyczarowałam sobie eliksir zdecydowania. Już perfekcyjnie opanowałam moc. Przystawiłam kranik do ust, ale nie przechyliłam buteleczki. Odstawiłam ją na stolik i wysmarkałam nos. Ubrałam się w strój do jazdy na łyżwach i chwyciłam łyżwy do ręki. Już długo nie ćwiczyłam, a otwarcie sezonu już za miesiąc! Pobiegłam do najbliższego lodowiska – o dziwo, nie było nikogo! Dałam karnet sportowy na darmowe wejścia i ubrałam łyżwy. Po rozgrzewce zaczęłam skakać skoki. Podwójny axel, podwójny, podwójny i za nic nie chciał wyjść potrójny. Puściłam muzykę – miałam tu znajomości. Jeździłam z niezwykłą precyzją, dokładnie jota w jotę z choreografii pani Hidey. Spirala, piruet, przekładanka – jazda do tyłu, skok i po niesamowicie dobrym jak po długiej przerwie podejściu udał mi się potrójny axel. Uśmiechnęłam się i zakończyłam występ przed pustymi trybunami głębokim skłonem.
Po chwili okazało się, że nie byłam sama. Jakaś postać wstała z krzesełka i szła w moim kierunku.
- Viola, to ty? - usłyszałam znajomy głos.
- Co ty tu robisz Nathan? - zarumieniłam się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz