Zaczęłam się dusić ze zdziwienia. Że to niby właśnie ja pokonałam Lorda Sallwadusa? Tak...na zawsze? Nie, to jakaś pomyłka. Przecież to najpotężniejszy demon w historii!
- To nie może być prawda, ja tylko wypowiedziałam 4 byle jakie słowa. - tłumaczyłam się profesorowi. Wątpię, żeby zrozumiał, ale to przecież prawda!
- A pamiętasz jakie? - zapytał, jakby moja rana nie istniała i nie bolała przeraźliwie.
Usiłowałam sobie przypomnieć, ale łacinę trudno dobrze zapamiętać. Czyli to ja, czyli właśnie ja jestem podejrzana o bycie wybranką? To wprost niewiarygodne. W takim razie...
- Lookumuss Sarroviet la bella. - po chwili przypomniałam sobie słowa wypowiedziane przeze mnie wcześniej.
- Znasz łacinę?- zapytał Chris. No i w tym właśnie tkwił problem.
- Nie. Powiedziałam, co mi przyszło na myśl. Profesorze Hiftton, wszystko w porządku?
- Nie mogę uwierzyć, że uczyłem wybrankę świata magii. Violetto Barroto Montroy, jesteś wybranką. - profesor skłonił się przede mną. Chris stał siedział obok mnie, jakby w ogóle nie docierało do niego nic z otoczenia. Chyba był w szoku.
- Chris, co jest?- zapytałam, ukrywając duszący mnie od dłuższej chwili ból w nodze.
- Nic, po prostu nie mogę uwierzyć, że moja dziewczyna jest tak potężną czarodziejką. - wziął mnie za rękę i popatrzył w moje oczy. - Musimy ci pomóc, zaraz możesz się wykrwawić.
Delikatnie wziął mnie na ręce i niósł niczym piórko przez lasy i polany. Co chwila patrzył mi w oczy a ja rumieniłam się. Za każdym spojrzeniem jego niebieskich oczu coraz bardziej mnie w sobie rozkochiwał. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna!
Po chwili przestałam myśleć o Chrisie, bo noga nie dawała mi na to szans. Spojrzałam na różdżkę. Moc naładowała się do połowy – jakieś 10 zaklęć. Chwyciłam ją i po prostu zamknęłam na chwilę oczy. Po otwarciu oczu okazało się, że jesteśmy u profesora Hifttona w domu. Oczywiście ku mojemu zdziwieniu profesor złapał się za głowę i powiedział:
- Twoja moc jest silniejsza niż moja! - kiwnął głową. Nie rozumiałam. Przeniesienie do domu, co w tym takiego trudnego? Profesor jednak uprzedził moje pytanie.
- Byliśmy w strefie bez magii!- rzucił pełne podziwu spojrzenie i zniknął za regałem w swojej pracowni. Sama sobie zadałam pytanie, jakim cudem to zrobiłam. Chris położył mnie na dębowym biurku i pogładził mi włosy.
- Zdajesz sobie sprawę, jak wielką moc posiadasz? - zapytał mnie, całując delikatnie w policzek.
- Nie – odpowiedziałam szczerze. Nachylił się i pocałował w usta, bardzo tego potrzebowałam.
- Kocham Cię – szepnął mi do ucha, a ja onieśmielona tym uśmiechnęłam się lekko.
- Chris, bądź tak miły i przesuń się, muszę jak najprędzej jej pomóc.
- A dlaczego, skoro moje czary są potężne moje zaklęcie mi nie pomogło? - zapytałam.
- Bo to demon, Violetto. Najpotężniejszy z demonów. To w ogóle cud, że udało ci się obronić.
Profesor przyniósł specjalne mazie, liście i fiolki z proszkami, dopiero po kilku minutach rozsmarował to nad kostką i zakleił liściem akacji.
- To bardzo poważna i głęboka rana, będzie się długo goić. Blizna zostanie.
- Poradzę sobie, profesorze Hiftton. Chris mi pomoże, no nie? - zwróciłam się do niego.
- Oczywiście – uśmiechnął się. Był taki przystojny! Dlaczego tak w ogóle wcześniej się z nim nie umówiłam? Przecież to chłopak idealny.
Jutro jest sobota. Bardzo dobrze. Opuściłam kilka dni w szkole, ale jakoś przeżyję. Martwią mnie tylko trzy rzeczy.
Po pierwsze, nie będę mogła startować w zawodach łyżwiarskich przez ugryzienie nieistniejącego już, dzięki mnie Lorda Sallwadusa.
Po drugie, będę musiała dużo się uczyć panowania nad magią, zaklęć itd.
Po trzecie, muszę się zastanowić dlaczego to właśnie ja zostałam wybranką świata czarów, bo nie ukrywam - to mnie trochę przeraża.
Sobota.
Chris jest przy mnie prawie cały czas, dodaje mi potrzebnej jak rybie woda otuchy. Profesor natomiast wychodzi ciągle do pracowni i rozmawia przez teleczar ze znanymi postaciami i dowódcami naszego świata. Rozmawiają o mnie. Wszyscy są w szoku.
Dziś mogłam już stanąć na tej mojej biednej nodze. Profesor widząc to prawie się załamał.
- Ile ty masz mocy!? - mówił do siebie co chwila. Stwierdził, że mam moc potężniejszą od wszystkich magów zasiadających w trybunale czarodziei. Zmartwiło mnie to. Czy sobie z nią poradzę?
Moja matka została zabita przez Drakulę, mój ojciec za Lorda Sallwadusa – gdzieś w sercu to wiedziałam. Zostali zgładzeni przez najpotężniejszych potworów w historii! A co ze mną?
Bałam się o mnie, o Chrisa i o profesora. Coś nie było w porządku, dokładnie to czułam. Moje 16 urodziny już za tydzień, a w świecie magii źle się dzieje.
Zmęczona wczorajszą sytuacją przespałam się jeszcze koło południa. Obudziłam się cała zalana potem. Oddychałam gwałtownie, głęboko i z przerażeniem w oczach. Śniło mi się, że...
Chrisa obok mnie nie było, rozmawiał z profesorem w drugiej części pokoju. Podbiegli do mnie obaj i profesor zapytał zmartwiony:
- Zła wizja?
Przytaknęłam głową. Było mi niedobrze. Chyba miałam temperaturę.
- Co jest, Viola? - zapytał i wziął mnie za rękę Chris. Jego oczy oślepiły mnie swoim blaskiem.
Nie miałam pojęcia, czy mogę to powiedzieć, czy nie. Ale panika mnie sparaliżowała. Bałam się.
- Sallwadus – zaczęłam z przerażeniem w oczach - właśnie się odrodził.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz